Adam Maksymowicz: Nieobliczalny wulkan
fot: ARC
Goście islandzkiego pawilonu na Expo 2010 oglądają na ekranach wyrzut pyłów z wulkanu Eyjafjoell
fot: ARC
Obudzony po prawie dwustu latach islandzki podlodowcowy wulkan Eyjafjoell kilka tygodni temu przypomniał Europie i światu o swoim istnieniu. Jego niewielka erupcja na jakiś czas sparaliżowała ruch lotniczy na naszym kontynencie. Nawet prezydent USA Barak Obama musiał dostosować się do wyrzuconej z niego chmury pyłów i zrezygnować z przylotu do Polski.
Jest to sygnał, że skutki wybuchów wulkanicznych mogą mieć charakter globalny. Mało groźne obecnie wulkany europejskie, jak Wezuwiusz, Etna i Stromboli stwarzają wrażenie, że nic nam nie grozi. Na terenie Polski, jak i w jej sąsiedztwie stanowisko to jest wzmocnione brakiem czynnych i uśpionych wulkanów. Stąd informacje o działalności wulkanicznej na świecie przyjmowane są jako widowiskowe atrakcje, sensacje i zmartwienia, które tak naprawdę nas nie dotyczą.
Wydaje się, że świadomość globalnego zagrożenia ze strony wulkanów nie istnieje i pod tym względem przypomina uśpione wulkany. Budzą się one nagle i nie wiadomo z jakiej przyczyny. Na ogół zagrażają one tylko najbliższemu otoczeniu, ale czasem mają wpływ na kształtowanie się klimatu na całym globie. Niezależnie też od skali zagrożenia zjawiska wulkaniczne mogą trwać w niezmienionym kształcie przez tysiące nawet lat. Zdarza się jednak, że wybuch jest szybki i gwałtowny.
Po prostu wulkany są nieobliczalne w zakresie skutków i lepiej jest spodziewać się gorszych wydarzeń i na miarę naszych możliwości zabezpieczyć się przed nimi. Dla wielu krajów na świecie praktycznie zagrożenie wulkaniczne istnieje tylko w skali globalnej. Charakter ten może być symboliczny, przejściowy, ale też groźny i długotrwały.
Wulkany w sposób bardzo podstępny łamią wszelkie reguły, jakie dla ich opanowania wypracowuje człowiek. To znaczy, że na jakiś czas zachowują się one zgodnie z naszymi wyobrażeniami na ich temat po to, aby nagle i w sposób nieprzewidywalny wybuchnąć, zasnuć niebo pyłami, a ziemię potokami lawy.
Islandia
Znajduje się tutaj około 130 wulkanów, z tego w czasach współczesnych czynnych jest tylko osiemnaście. Ostatni wybuch wulkanu Eyjafjoell jest pewnym ewenementem.
Wyrzucenie z niego pyłów wulkanicznych na wysokość ok. 11 km stworzyło potężną chmurę, która pasem szerokości kilkuset kilometrów pokryła całą Zachodnią Europę, przemieszczając się i zanikając w kierunku wschodnim. Wulkan ten był dotąd nieczynny i pokryty lodowcem. W połowie marca nastąpiła jego erupcja.
Gwałtownie topniejący lodowiec spowodował powódź. Woda w okolicznych rzekach podniosła się o 3 m zalewając pobliskie osiedla i drogi.
Erupcje wulkanów w Islandii mają charakter szczelinowy. Wypływająca z nich lawa rozpościera się w potokach i pokrywach na dziesiątki kilometrów po obu stronach szczeliny. Islandia leży na granicy euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej płyty tektonicznej. Wydobywająca się wzdłuż stref tektonicznych magma ma pięcioletni cykl wzmożonych erupcji. Około 30 proc. lawy wydobywającej się z wulkanów na całym świecie pochodzi z Islandii. Działalności wulkanicznej towarzyszą liczne gejzery i gorące źródła. Są one wykorzystywane również do ogrzewania domów a także przez elektrownie geotermalne.
Monitoring
W okresie od ostatniego zlodowacenia uaktywniło się ok. 1500 wulkanów. Do liczby tej należy dodać drugie tyle wulkanów uśpionych. Różnią się one tym od wulkanów wygasłych, że w każdej chwili można spodziewać się ich uaktywnienia. W sumie jest ok. 3 000 wulkanów, które winne być stale monitorownane, ze względu na możliwość ich erupcji.
Niestety na świecie nie ma na ten cel wystarczających funduszy, ani też odpowiednio opracowanych technologii, aby podołać temu zadaniu. Pod stałą obserwacją znajduje się zaledwie ok. 150 wulkanów, czyli tylko ok. 5 proc. z tych stanowiących potencjalne zagrożenie dla ludzi i ludzkości.
Ze względu na globalne skutki wybuchów wulkanicznych należałoby prowadzić obserwacje na wszystkich tego rodzaju obiektach stanowiących nawet tylko potencjalne zagrożenie. Z jednej strony można powiedzieć, że siły wulkaniczne i skala kataklizmu jest nie do opanowania, ani w żaden sensowny sposób nie można jej zapobiec. Jednakże obserwacje winne być prowadzone nie w celu przeciwdziałania skutkom wybuchu wulkanu, ale w celu ostrzeżenia i ewakuacji ludności, której wulkan ten może zagrażać.
Lekceważenie pierwszych oznak aktywności wulkanu niejeden już raz okazało się tragiczne.
Wystarczy tu wspomnieć historię Wezuwiusza, który w 79 r. n.e., kiedy zniszczył on Heraculum i Pompeje. Wybuch ten poprzedziły liczne wstrząsy sejsmiczne. Wydobywająca się z krateru lawa i popiół utworzyły pokrywę grubości 16 metrów! Nie przygotowana do ewakuacji ludność tych miejscowości uległa zagładzie.
Tak też było na Martynice w 1902 roku, kiedy wybuchł wulkan Mount Pelee, który w ciągu kilku minut niszczył miasto Sant Pierre i 30 tys. jego mieszkańców.
Podobne skutki wywołał kolumbijski wulkan Nevado del Ruiz w 1985 roku. Było to o tyle zaskakujące, że zniszczone miasto znajdowało się ok. 50 km od wulkanu! Potoki wody i popiołu z topniejącego lodowca dotarły na taką odległość niszcząc wszystko po drodze.
Po to właśnie, aby na przyszłość uniknąć podobnie tragicznych wydarzeń niezbędny jest monitoring wulkanów na świecie.
Rok bez lata
We współczesnej klasyfikacji największe zagrożenie globalne wywołują wulkany wyrzucające ze swoich kraterów popiół wulkaniczny.
Wielki wybuch wulkanu na indonezyjskiej wyspie Krakatau w 1883 roku wyrzucił tylko 18 km sześciennych pyłów i popiołów do atmosfery. Okrążyły one kilkakrotnie kulę ziemską przesłaniając promieniowanie słoneczne. W wielu miejscach słońce miało kolor zielony lub czerwony. Podczas wybuchu tego wulkanu bloki skalne o wadze ok. 10 ton zostały wyrzucone na wysokość ok. 10 km. Drobne odłamki wielkości pięści rozrzucone były na odległość ok. 80 km od wulkanu.
Sygnałem prawdziwego zagrożenia był jednak wybuch indonezyjskiego wulkanu Tambora na wyspie Sumbawa w 1815 roku. Wyrzucił on z siebie ok. 80 tys. metrów sześciennych popiołów wulkanicznych. Dotarły one na wysokość aż do stratosfery. W wyniku ich rozprzestrzenienia się nastąpiło globalne obniżenie temperatury. Spowodowało to, że w Ameryce Północnej i w Europie Zachodniej w 1816 roku nie było lata. W wyniku tego wybuchu zginęło 12 tys. ludzi, a ok. 90 tys. zmarło z głodu na skutek braku urodzajów na całej kuli ziemskiej.
Wulkany i klimat
W czasach współczesnych po erupcjach wulkanów El Chichon w 1982 roku i Pinatubo w 1991 roku stwierdzono, że nastąpiło obniżenie temperatury przypowierzchniowych warstw atmosfery.
Wcześniej podobne spadki temperatury wystąpiły po wybuchu wulkanu Nevado del Ruiz w Meksyku w 1595 roku i Laki na Islandii w 1873 roku.
Zachował się opis wydarzeń z 535 roku n.e. w Efezie, gdzie mroczność utrzymywała się przez około 18 miesięcy. Dzień trwał zaledwie 4 godziny, a cienie były zaledwie zauważalne. Był to skutek erupci jednego z wulkanów okołorównikowych.
Na podstawie tego rodzaju obserwacji wielu uczonych jest zdania, że wymieranie całych gatunków zwierząt i roślin w historii Ziemi było związane z bardzo intensywnymi wybuchami wulkanów. Wskazują nakładające się na to fazy intensywnego wulkanizmu. Dzieje się tak na granicy permu i triasu, potem triasu i jury, a na koniec mezozoiku z kenozoikiem.
Gdyby obecnie wybuchło w tym samym czasie (np. w ciągu roku) kilka wulkanów, los ludzkiej populacji na naszej planecie mógłby być przesądzony. Promienie słoneczne z wielkim trudem mogłyby się przebić do ziemi. Powstałyby wtedy zaburzenia w cyrkulacji prądów oceanicznych, rozkładu ośrodków barycznych, nastąpiłyby też migracje ludzi, zwierząt i roślin na niespotykana skalę. Całe populacje mogłyby wyginąć.
Chmura pyłu nad Polską
Według ostatnich komunikatów chmura pyłu wulkanicznego z islandzkiego wulkanu po raz drugi zbliża się do Polski. Wszyscy koncentrują swoją uwagę na doraźnych i natychmiastowych skutkach związanych z paraliżem połączeń lotniczych. Oczywiście jest to problem, który doraźnie i istotnie wpływa na komunikację i gospodarkę.
Trzeba jednak zauważyć, że nawet pod względem historycznym jest to bardzo podrzędna erupcja wulkaniczna, jednostkowa i odległa od naszego kraju. Mimo to jednak jej wpływ jest istotny. Specjaliści zajmujący się wulkanami oceniają występujące zagrożenie z ich strony na dużo większe niż wszelkie teoretyczne rozważania dotyczące „ocieplenia klimatu”, czy też trafienia naszego globu przez duży meteoryt.
Brak jest jednak, tak w światowym, jak i naszym krajowym środowisku nauki poważnych na ten temat rozważań i studiów. Być może, że ostrzegawcze i nieobliczalne erupcje islandzkiego wulkanu, coś zmienią w poważniejszym traktowaniu istniejącego zagrożenia z ich strony.
Do napisania tekstu wykorzystano opracowanie: Marek Graniczny i Włodzimierz Mizerski – Katastrofy przyrodnicze. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2009.
Felietony Adama Maksymowicza