Adam Maksymowicz: List ze Śląska
fot: Muzeum Górnośląskie w Bytomiu
Bronisław Krawczuk, Śląski pejzaż zimowy, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu
fot: Muzeum Górnośląskie w Bytomiu
W grudniu ubiegłego roku na łamach miesięcznika „Śląsk” ukazał się list otwarty Bractwa Gwarków Związku Górnośląskiego skierowany do Prezesa Rady Ministrów RP. Przy pełnym szacunku dla wszystkich zatroskanych sytuacją górnictwa węglowego na tym terenie, wydaje się, że jest to wołanie „na puszczy”. List ten jest też wyrazem pewnej bezsilności środowisk górniczych wobec postępującej degradacji tego przemysłu wydobywczego. Zarząd Główny i jego Prezes protestują.
Ponieważ swój list kierują oni do najważniejszej postaci politycznej w kraju, trzeba zastanowić się jakie wynikną skutki z pisania tego rodzaju elaboratów. W polskiej polityce, której metody niewiele różnią się od tych obowiązujących na całym świecie, wiadomo, że politycy liczą się tylko z tymi, którzy mogą im zagrozić posiadaną siłą. Ta siła nie musi być militarna. Wystarczy, że jest ona polityczna. To znaczy, potrafi zmobilizować na tyle swoich ludzi, że ci dokonają zmian w demokratycznych układach władzy.
Tych zmian na ogół dokonuje się podczas wyborów. W tym roku mamy aż dwie ku temu okazje. Wkrótce odbędą się wybory samorządowe, a potem prezydenckie. Już słyszę odpowiedź, że Związek Górnośląski i jego Bractwo Gwarków nie są partiami politycznymi i w wyborach nie będą czynnie uczestniczyć. To prawda, że organizacje społeczne nie są partiami politycznymi i nie mogą im robić konkurencji w tej dziedzinie. Niemniej do organizacji tych należą przecież obywatele państwa polskiego mający prawa wyborcze zagwarantowane w konstytucji i ustawach. Korzystanie z tych praw przez obywateli skupionych w organizacjach społecznych nie jest zabronione.
Jak zwyciężać mamy?
Trawestując nasz hymn narodowy można powiedzieć: „dał nam przykład Korfanty, jak zwyciężać mamy”. Sięgnięcie do przykładu Wojciecha Korfantego, który w skrajnie niesprzyjających warunkach potrafił w 1905 roku i później wygrywać wybory bez żadnej partii politycznej, jest moim zdaniem wielce pouczające.
Po pierwsze pisał on swoje odezwy nie do cesarza, cara czy też do miejscowych namiestników, ale do ludu śląskiego, który był jego zapleczem politycznym. To lud śląski zgromadzony w swoich strukturach parafialnych, sportowych, dobroczynnych, kulturalnych, zawodowych i gospodarczych tworzył zorganizowaną i sprawną maszynę wyborczą, która gwarantowała Korfantemu mandat wyborczy. Przez ten mandat uzyskiwał on realny i rzeczywisty wpływ na rozstrzygnięcia polityczne i wszelkie inne na Ziemi Śląskiej.
Drugiego Korfantego jednak na horyzoncie na razie nie widać. Kreowanie Jerzego Buzka do tej roli spełnia tylko wymogi reprezentacyjne, jakimi winien być obdarzony tego rodzaju polityk śląski. W pełni wartościowego polityka o walorach Wojciecha Korfanego nadal na Śląsku nie ma. I to jest moim zdaniem podstawowe zmartwienie wszystkich, którym los tego region leży na sercu.
Niszczarka
Będę wielce zdziwiony, kiedy na list Bractwa Gwarków skierowany do premiera RP nadejdzie jakkolwiek odpowiedź. Do kancelarii premiera codziennie przychodzi kilkaset tego rodzaju listów. Na ogół po sprawdzeniu autora stosownie do jego rangi list jest wrzucany do niszczarki. Jest to najbardziej sprawne urządzenie w tej instytucji, które pracuje bez przerwy przez pełne 24 godziny na dobę. Nikt w tym gronie nie ma głowy do lokalnych spraw, jakie dzieją się na Śląsku.
Ale być może, że w okresie nasilającej się kampanii wyborczej ktoś zdecyduje się napisać kilka nic nie znaczących zdań odpowiedzi na ten list. Ich celem będzie wyhamowanie i uspokojenie jego autorów. Żadnych złudzeń. Warszawa bardziej zajęta jest swoją rolą w UE niż na Śląsku.
Ta kraina węgla i stali odbierana jest w stolicy, jako kamień u nogi. Trzeba ją restrukturyzować, nierentowne kopalnie uczynić dochodowymi, zadbać o zatrudnienie milionów ludzi. To wszystko sprawia kłopot nie mały, a każde nieudane jak dotąd przedsięwzięcie powoduje, że na rząd sypią się gromy krytyki. Wyrazem tego stanowiska jest koncepcja podporządkowania górnictwa nie ministrowi gospodarki, jak było to dotychczas, ale ministrowi skarbu. Satyrycy w kabaretach pytali dlaczego górnictwa nie podporządkuje się ministrowi zdrowia. Na zjazd do kopalni można by czekać miesiącami, jak na przyjęcie przez specjalistę w szpitalu. Wszystko to wskazuje, że rządowi decydenci pragną tylko odsunąć od siebie wszelkie śląskie kłopoty, na które znajdują radę tylko w ministerialnych roszadach.
List
Jego otwarta forma ma na celu pewien nacisk społeczny i jest sygnałem krytycznego stanowiska organizacji. To jednak za mało, aby wywierać realny wpływ na przebieg wydarzeń na Śląsku. Poruszone w liście sprawy są powszechnie znane. Na pewno zna je minister gospodarki, który często bywa na Śląsku i spotyka się z kadrą górniczą. Wiceminister tego resortu odpowiedzialna za ten dział gospodarki pochodzi ze Śląska i również problemy te nie są jej obce.
Akceptując wszystkie racje merytoryczne, trzeba zauważyć, że list ten nic jednak nie proponuje na wypadek negatywnego lub choćby wymijającego stanowiska władz. Pewna jego pod tym względem łagodność, wyrozumiałość i pasywność graniczy wręcz z naiwnością. Trzeba pamiętać, że jest on skierowany do polityka i z tego powodu powinien zawierać elementy polityczne, a nie tylko godne pożałowania skargi i żale na losem „pokrzywdzonego” Śląska.
Potrzebne elementy polityczne to choćby pokazanie, że Związek Górnośląski nie jest sam w tej sprawie. Przecież w jedności siła. Obok Związku istnieje jeszcze szereg innych organizacji, które można zmobilizować w tej sprawie. To wspólne pisanie dziesiątków organizacji i tysięcy ich członków jest przełożeniem na poparcie opozycji - innej partii niż rządowa, lub zorganizowaniem własnego społecznego komitetu wyborczego.
Tego rodzaju warunki muszą być postawione rządzącym, aby łaskawie zechcieli się liczyć z partnerem, który może zagrozić ich pozycji politycznej na tym terenie. Wszelkie inne pisanie do rządu, jest wysyłaniem listów na przysłowiowy Berdyczów.
Sztuka polityki
Będąc dalekim od pouczania kogokolwiek pragnę tylko zwrócić uwagę autorów na sposób prezentowania przez nich słusznych i bardzo ważnych dla Śląska treści, jakie zostały poruszone w tym liście. Popierając w pełni zawarte w nim postulaty musimy zastanowić się, jak wymusić na politykach ich realizację. Sama tylko prezentacja problemów nie wystarcza. Tych na ogół zimnych i wyrachowanych "kalkulatorów politycznych" do niczego ona nie zobowiązuje. W celu rozładowania niekorzystnych dla nich sytuacji są oni gotowi deklaratywnie i obłudnie zgodzić się z treścią tego listu, a nawet umieścić go w swoim programie wyborczym.
Celem tego rodzaju - wydawałoby się pozytywnej - reakcji będzie tylko rozładowanie negatywnych nastrojów i ich spacyfikowanie. Ci niewiarogodni partyjni politycy obiecujący przed wyborami złote góry, tuż po nich znajdą tysiąc i jeden powodów, dla których składanych wcześniej obietnic nie będą w stanie nawet podjąć, a co dopiero mówić o ich realizacji.
Dlatego na podstawie tego listu proponuję stworzyć szersze porozumienie związków, stowarzyszeń, organizacji społecznych, zawodowych, kulturalnych i gospodarczych, których celem będzie zmiana dotychczasowej polityki degradującej Śląsk. Jestem głęboko przekonany, że żyje tu dość utalentowanych i mądrych działaczy społecznych, którzy będą kontynuować zasygnalizowaną tu tylko sztukę polityki, jaką reprezentował Wojciech Korfanty.