Dlaczego Jacek Pawlas chciał zostać ratownikiem górniczym? – Zadecydowała o tym moja młodzieńcza ciekawość, tradycje rodzinne, bo ojciec też był ratownikiem – odpowiada. – Poza tym jest niewiele wyzwań, przed którymi się cofam. Stąd mój wybór i być może późniejszy awans na zastępcę kierownika stacji ratowniczej.
Pawlas, mimo młodego wieku, ma już spore doświadczenie zawodowe. Był nadsztygarem górniczym w trudnym oddziale zbrojeniowo-likwidacyjnym. Przeszedł także przez oddział wydobywczy.
– Doświadczenie ruchowe, a szczególnie prowadzenie oddziału, w którym pracowało ponad 200 osób, przydało mi się, kiedy zacząłem kierować ratownikami – komentuje Pawlas. – Inny atut, to moja wiedza o zagrożeniach, jakie są w kopalni.
W „Zofiówce” istnieją wszystkie zagrożenia, jakie spotyka się w polskim górnictwie węgla kamiennego: metan, tąpania, wyrzuty metanu i skał. Dlatego w drużynach ratowniczych w tej kopalni potrzeba fachowców o różnych specjalnościach.
Mimo pełnienia funkcji kierowniczej, Pawlas jest nadal czynnym ratownikiem. – Tak samo, jak podlegli mi ludzie, uczestniczę w szkoleniach, przechodzę badania specjalistyczne, poznaję nowy sprzęt. Wiedza i doświadczenie bardzo mi pomagają w rozmowach z ludźmi – podkreśla.
Czy ratownik górniczy, to zawód dla ludzi odważnych? Czy mogą nimi być ludzie, którzy mają lęki, czegoś się boją?
– Górnictwo jest zawodem dużego ryzyka. A boimy się wszyscy. Ratownik nie może mieć jednak jakichś chorobliwych lęków. Ja sam nieraz się bałem, będąc w sytuacji zagrożenia. Myśli się wtedy o żonie, dzieciach, bliskiej rodzinie – odpowiada Pawlas.
Sytuacje zagrożenia dla ratowników, to nie tylko udział w akcji. Bardzo niebezpieczne są penetracje nieczynnych wyrobisk. Wykonuje się je na zasadzie akcji ratowniczej.
– W takich wyrobiskach są bardzo niekorzystne warunki klimatyczne – wyjaśnia Pawlas. – Nigdy nie wiemy do końca, jaka jest w nich sytuacja. Jaki jest skład powietrza. Zazwyczaj jest mało tlenu, dużo metanu, wysoka temperatura.
U ratowników bardzo ważna jest psychika. Zdarza się, że twardy człowiek, na którym zawsze można było polegać, nagle zawodzi w sytuacji ekstremalnej. – Były przypadki, że ratownik w dziesięciu akcjach spisywał się bez zarzutu, a za jedenastym razem coś się u niego zmieniło – mówi Pawlas.
W kopalni „Zofiówka” jest około 180 ratowników. Podzieleni są na pięcioosobowe zastępy. Każdy z nich to grupa zgranych, dobrze znających się ludzi. Pawlas zaznacza, że członkowie zastępu ratowniczego muszą być pewni swoich umiejętności i mieć do siebie wzajemne zaufanie.
– Zastępowy musi wiedzieć czego się spodziewać po ludziach, którymi kieruje. Poza tym musi być kimś, mieć autorytet. Ludzie muszą ufać zastępowemu, aby podczas akcji wykonywać jego polecenia bez zastrzeżeń – twierdzi.
Ratownik górniczy nie może być ułomkiem. Kiedy zastęp idzie do akcji, każdy z jego członków jest objuczony sprzętem o wadze prawie 30 kilogramów. Sam aparat tlenowy to 14,5 kg. Do tego dochodzą zapasowe butle, sprzęt łączności, sprzęt pomiarowy, bęben z przewodem.
Ratownicy górniczy muszą spełniać także rygorystyczne warunki zdrowotne. Dlatego raz w roku poddawani są specjalistycznym badaniom w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Bada się tam ich wydolność, sprawdza odporność na wysokie temperatury w komorze cieplnej, poddaje testom psychologicznym. Mimo to, przed każdą akcją ratownik jest badany przez lekarza. Kierownik bazy zadaje także pytanie, jak się czują, czy któremuś coś dolega. Te same pytania zadaje także swoim ludziom zastępowy.
– Dopiero po przejściu takiej procedury ludzie idą do akcji – objaśnia Pawlas. – Nie można wysłać na dół zastępu, w którym ktoś nie jest w pełni sprawny fizycznie czy psychicznie.
Jacek Pawlas pierwszy raz zjechał pod zimię jak uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej z okazji Barbórki. – Może to mnie przekonało do wybrania zawodu górnika, bo wcześniej interesowałem się leśnictwem, przyrodą – opowiada. – Nawet ojciec, górnik i ratownik, namawiał mnie, abym został leśniczym. Ale ja od początku dobrze się czułem w górnictwie. Nie wyobrażam sobie pracy gdzie indziej, niż w kopalni. Jeżeli ktoś jest zaangażowany w to, co robi, stara się, daje coś z siebie, to może coś w górnictwie osiągnąć – podkreśla Jacek Pawlas.
Najpierw wydobywano węgiel, potem założono park
Rezerwat „Segiet”, Suchogórski Labirynt Skalny, Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły” czy Park Miejski im. hm. Franciszka Kachla. Co łączy te cenne obszary przyrodnicze w Bytomiu? Każdy z nich powstał na terenach, gdzie wydobywano ważne dla gospodarki surowce mineralne.