W konkurencji widzę rekomendację

fot: Krystian Krawczyk

Fakt, że spółka górnicza ze Śląska interesuje się złożem na Lubelszczyźnie, jest najlepszą rekomendacją dla Bogdanki - podkreśla prezes Taras

fot: Krystian Krawczyk

Za dwa lata Bogdanka ma produkować rocznie 11,5 miliona ton węgla. Inwestycje w jego wydobycie zapowiada Grupa Kopex, a na Lubelszczyznę - z myślą o powiększeniu zasobów - wybiera się Kompania Węglowa. Jednocześnie ma kurczyć się udział tego surowca w polskim koszyku energetycznym...

Co o tym sądzie Mirosław Taras, prezes zarządu Lubelskiego Węgla Bogdanka?

Nie znajduje Pan w tym zestawieniu sprzeczności?
Z przeprowadzonych w naszej firmie analiz wyszło nam, że powinniśmy produkować więcej węgla. Do takiego kursu skłania nie tylko efekt skali i łącząca się z nim wizja lepszego zysku. Z tego badania wynika, iż do połowy lat trzydziestych, czterdziestych konsumpcja węgla kamiennego w Polsce będzie się utrzymywała na mniej więcej obecnym poziomie. Istotnym elementem tych analiz jest sytuacja śląskiego górnictwa, z pogarszającymi się warunkami górniczo-geologicznymi.

Narastające wraz ze schodzeniem z eksploatacją coraz głębiej zagrożenia geologiczne, metanowe i tąpaniami będą windowały koszty wydobycia, powodując, że wybieranie części tamtejszych parcel może stać się nieopłacalne. Na to nakłada się niechętna węglowi linia Unii Europejskiej. Wynikająca z niej polityczna presja będzie łączyła się z kolejnymi obciążeniami kosztów jego produkcji różnego rodzaju świadczeniami. W konsekwencji węgiel nie będzie towarem łatwym w sprzedaży. Doszliśmy więc do wniosku, że kiedy - co zapewne nastąpi wcześniej czy później - pojawią się problemy z ekonomicznym uzasadnieniem produkcji węgla, to zjawisko to w pierwszej kolejności dotknie górnictwo śląskie i tam wydobycie będzie malało.

I tę dziurę zasypie ekspansywna Bogdanka?
Ktoś musi wypełnić lukę po malejącym wydobyciu. Alternatywa jest taka, że albo zrobi to producent spoza Śląska, albo zasypie ją węgiel z importu, który już jest wysoki, sięgając przeciętnie 10 milionów ton rocznie. Uznaliśmy, że możemy ją wypełnić, wypierając węgiel zagraniczny. Stąd decyzja o rozwijaniu wydobycia.

Mocną kartą Bogdanki jest pole Stefanów, czyli w gruncie rzeczy całkiem nowa kopalnia. Jednak dążenie do 11,5 miliona ton rocznego wydobycia poprzedziła dużego kalibru inwestycja, która - wobec aspiracji innych przedsiębiorców do pójścia podobną drogą - staje się tym bardziej interesująca.

Ułatwieniem w budowie Stefanowa był fakt, że w końcówce lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia została już wykonana jedna, niemal pełna rura szybowa jednego z szybów i część rury drugiego. Tak więc jakaś część robót górniczych została już rozpoczęta. Po odwodnieniu pozostało więc dokończenie budowy szybów, wykonanie pełnej infrastruktury podziemnej z objazdami, komorami, chodnikami wodnymi, rozcięcie pola oraz budowa całej infrastruktury na powierzchni, z połączeniem Stefanowa z Bogdanką. Teraz jesteśmy w trakcie budowy zakładu przeróbki węgla.

W socjalistycznej Polsce, która w mojej ocenie miała bardzo sprawne służby projektowe i logistyczne do budowy kopalń, Bogdanka była przedsięwzięciem na skalę państwa. Wznoszono ją 14 lat. Za Stefanów wzięła się teraz średniej wielkości publiczna spółka, robiąc to w niespełna pięć lat. Był to ogromny wysiłek organizacyjny, logistyczny i finansowy. Same tylko świeże inwestycje to do tej pory nakłady rzędu około dwóch miliardów złotych. Jeśli doliczymy chodniki, to dochodzi dalszy miliard. To bardzo duży wysiłek dla spółki z rocznymi obrotami na poziomie 1,8 miliarda złotych. Przy tym - chcę to podkreślić - giełda była źródłem zaledwie jednej trzeciej zaangażowanego kapitału. Pozostała część pochodziła ze środków własnych, przy bardzo niskim poziomie zadłużenia. To pokazuje, jak ogromną rzecz robimy. Ten wysiłek inwestycyjny, ale też górnicze i ekonomiczne wyniki budzą w kraju uznanie.

Jak przyjął Pan wiadomość, że sąsiadką Bogdanki zostanie prawdopodobnie Kompania Węglowa, rozpoznająca złoże w rejonie Pawłów?
Fakt, że spółka górnicza ze Śląska interesuje się złożem na Lubelszczyźnie, jest najlepszą rekomendacją dla Bogdanki, która także chce pozyskać koncesje na sąsiednie rejony. Dlaczego? Bo to jest dowód na to, że jeśli w Polsce istnieją zasoby węgla kamiennego, które z powodzeniem można wydobywać, to - z ekonomicznego punktu widzenia - najatrakcyjniejsze są te w Lubelskim Zagłębiu Węglowym.

Tak więc nie ma lepszej rekomendacji dla naszego strategicznego planu rozwoju kopalni z sięganiem po kolejne zasoby nad fakt, że ktoś, kto fedruje na Śląsku, chce teraz prowadzić wydobycie obok Bogdanki. Każdy menedżer górniczy chce poszerzać swoje zasoby, bo na nich i technologii eksploatacji buduje się wartość firmy wydobywczej. Prezes Joanna Strzelec-Łobodzińska jest więc takim menedżerem o prawdziwie górniczym sercu i na pewno wie, co robi. Bardzo jej dziękuję za ten projekt, za to, że pokazała także moim inwestorom, że warto to robić. Dla mnie Śląsk jest wprawdzie konkurentem, niemniej konkurencja uczy pokory i pod jej presją człowiek stara się być lepszy.

Jak dużym wyzwaniem finansowym byłaby w Pana ocenie budowa nowej kopalni w zielonym polu?
Bez infrastruktury, posiadanej już przez Bogdankę, taka budowa na pewno byłaby dużo droższa. Myślę, że trzeba by wyłożyć

2,5-3-krotnie więcej niż wydajemy my, dołączając kolejne parcele do istniejącej kopalni. Wszyscy, którzy będą chcieli wydawać pieniądze na Lubelszczyźnie, muszą się więc liczyć z koniecznością angażowania dużo większych kwot. Inny będzie też rachunek efektywności inwestycji. Rentowność wydobycia - w związku ze zdecydowanie wyższymi kosztami inwestycji w budowę kopalni "w polu" - będzie zatem niższa.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755950522 pelczynska

Pełczyńska-Nałęcz: Podpisałam ostatni, dziewiąty wniosek z KPO

Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała w środę, że podpisała ostatni, dziewiąty wniosek o płatność z Krajowego Planu Odbudowy, a jego wartość wynosi 55 mld zł.

Celem Programu Naprawczego - odbudowa pozycji gotówkowej i konkurencyjności JSW

Głównym celem Programu Naprawczego Jastrzębskiej Spółki Węglowej na lata 2026-35 w horyzoncie krótkoterminowym jest odbudowa pozycji gotówkowej i konkurencyjności spółki - zaakcentował w środę wiceprezes JSW ds. rozwoju Tomasz Gawlik. - Celem długoterminowym jest uzyskanie rentowności i konkurencyjności, która pozwoli nam stabilnie funkcjonować w koniunkturalnym otoczeniu, ale też pozwoli być stabilnym pracodawcą, zapewniając miejsca pracy i umożliwiając rozwój naszym pracownikom - dodał wiceprezes.

Za dalszy wzrost inflacji we wrześniu odpowiadają przede wszystkim ceny paliw

Za dalszy wzrost inflacji we wrześniu odpowiadają przede wszystkim ceny paliw - zauważyli w komentarzu do środowych danych GUS ekonomiści banku ING. Ich zdaniem perspektywy inflacyjne pogarszają się. W środę Główny Urząd Statystyczny podał w szybkim szacunku, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu 2026 r. wzrosły rdr o 4,0 proc., wobec 3,4 proc. w sierpniu, a w porównaniu z ub. miesiącem wzrosły o 0,7 proc.

Na koniec roku liczba pracowników JSW spadnie poniżej 16 tysięcy

Na koniec 2026 r. liczba pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej spadnie poniżej 16 tys. - potwierdziły w środę władze spółki. Jeszcze na koniec ubiegłego roku w JSW pracowało blisko 20,5 tys. osób.