Twarda wymiana zdań o przyszłości górnictwa
Czy jeśli dogadują się dwie duże spółki państwowe, to jest już podstawa do tego, aby dopatrywać się w tym jakiegoś ":szwindlu"? A może wprost przeciwnie. Debaty na temat przyszłości górnictwa stają się coraz gorętsze. Kiedy problem staje na ostrzu noża, wówczas na sentymenty nie ma miejsca. Przykład temu dali 19 bm. uczestnicy debaty "Od diagnozy do terapii. Zarządzanie, koszty, efektywność", odbywającej się w ramach konferencji Górnictwo 2014.
- W Polsce nie ma dobrego czasu na merytoryczną rozmowę o górnictwie, bo stale jest obawa, albo co powie Unia, albo co powiedzą związki zawodowe - komentował były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski.
Jego zdaniem odkupienie od Kompanii Węglowej czterech kopalń jest pozbawione sensu ekonomicznego. - Kompania odzyska żywą gotówkę i na tym się skończy. Dalej właścicielem kopalń pozostanie państwo. Nie jestem pewien, czy Węglokoks poradzi sobie z tak niezwykle skomplikowanymi kopalniami - mówił Markowski.
Argumentował, że niezależnie do kogo kopalnie będą należały, to i tak problemy zostaną.
- Kopalnia Brzeszcze zamyka pokład 510, bo to pokład o wysokiej skłonności do samozapłonu. Taki sam problem jest w przypadku pokładu 509 w kopalni Sośnica. Tam pokład węgla o 20-metrowej miąższości także nie jest eksploatowany właśnie ze względu na skłonność do samozapłonu. Ten węgiel nie zostanie prawdopodobnie nigdy wydobyty - podkreślał Markowski.
Jak wiadomo, plany Węglokoksu wobec kopalni Brzeszce zakładają właśnie wznowienie eksploatacji z pokładu 510.
Zdaniem Markowskiego plany oparcia się Węglokoksu na eksploatacji pokładu 510 są mało realne.
Sprawa polityczna
Z kolei w przypadku kopalni Bobrek-Centrum według byłego wiceministra istnieje kwestia polityczna. Trzeba bowiem przekonać władze Bytomia do wydobycia węgla pod miastem. Koszty podsadzki podrażają cenę wydobycia 1 t węgla aż o 30 proc., a zatem jest ono pozbawione sensu.
Markowski wskazał także na problem sześciodniowego tygodnia pracy.
- Taki pomysł omawialiśmy niedawno w kopalni Krupiński. Zgodzili się menedżerowie, zgodziła się załoga i zakładowe związki. Przeciwne były centrale związkowe. A bez ich zgody wprowadzenie sześciodniowego tygodnia pracy nie jest możliwe - wyjaśniał.
Co się tyczy reformy płac w górnictwie, Jerzy Markowski wskazał, że problem został zaniedbany w momencie rozwiązania zbiorowego układu pracy.
- Ile teraz jest układów zbiorowych, nie wiem. Chyba tyle samo co kopalń i to jest dylemat - skwitował.
Dwa miliardy zysku
Z wypowiedziami Markowskiego bardzo ostro polemizował szef Weglokoksu Jerzy Podsiadło.
- W twojej wypowiedzi (Jerzego Markowskiego - przyp. red.) jest wiele sprzeczności. Obserwuję sekowanie spółek państwowych. One są "złe", a zagraniczne koncerny energetyczne się toleruje. Jak się jedna spółka państwowa porozumie z drugą, to już podejrzewa się jakiś szwindel. To coś nie tak - mówił Podsiadło.
W kwestii kupna kopalń od Kompanii Węglowej Podsiadło oznajmił, że Węglokoks posiada 2 mld zł kapitału własnego, tymczasem Kompania Węglowa - jak się wyraził - blisko zero. I na tym polega różnica.
W jego opinii restrukturyzacja kopalń Bobrek-Centrum, Piekary, Chwałowice oraz Jankowice jest możliwa. Markowski tej opinii nie podziela.
-Sukces Bogdanki tkwi w geologii, Dlaczego w kopalni Bobrek są trzystumetrowe wybiegi ścian, a w Bogdance czterokilometrowe? I tu tkwi tajemnica sukcesu ekonomicznego kopalni - sprawy geologiczno-górnicze. Istota tkwi w modelu kopalni. Zmiana właściciela nie zmieni sytuacji geologicznej. Jednemu się nie opłacało, to drugiemu też nie będzie - mówił Markowski, przekonując Jerzego Podsiadło do inwestowania w zupełnie nową kopalnię.
-Nie rób złudzeń, że pod twoim panowaniem poradzą sobie kopalnie, które nie radziły sobie w KW. To jest nieprawda. Pakujesz się w problem społeczny, z którym dużo łatwiej poradziłaby sobie Kompania Węglowa, bo ma o wiele więcej alternatyw niż Węglokoks. I nie ma przenieść załogi z kopalni, którą trzeba będzie zamknąć - perswadował były wiceminister.
Oni też mają receptę
Józef Wolski, prezes Kopeksu, tłumaczył, jaki jest pomysł na uruchomienie przez firmę nowej kopalni.
- Brak zagrożeń i udostępnienie złoża pochylniami przyniesie zdecydowanie niższe koszty eksploatacji. Staramy się w taki sposób skonstruować i zorganizować kopalnie, aby koszty obliczonego na 30 lat funkcjonowania zakładu były opłacalne - wyjaśniał.
Jak powiedział, efektywność pracy kopalni w przeliczeniu na jednego zatrudnionego ma przekroczyć 1800 t.
- Nie chodzi nam tylko o biznes. Chcemy współuczestniczyć w procesie doprowadzania polskiego górnictwa do konkurencyjności - podsumował Wolski.
Przedstawiciel Katowickiego Holdingu Węglowego - Leon Kurczabiński przypomniał, że Holding nastawił się przed laty na węgiel niskoziarnowy.
- Wzięliśmy pod uwagę fakt, jeszcze przed wstąpieniem do Unii, że nastaną czasy bardzo wyśrubowanych norm ekologicznych narzuconych przez Brukselę. To był dobry kierunek. Mieliśmy podpisane z energetyką umowy długoterminowe właśne na węgle niskoziarnowe. Nie zapomnieliśmy o rynku komunalnym paliw ekologicznych. Ukierunkowaliśmy się produktowo, a nie masowo - mówił Kurczabiński.
Jako przyczynę braku rentowności polskiego węgla wskazał nadmierny fiskalizm. - Podatki lokalne, parabudżetowe, stanowią 34, 35 proc. Do tego trzeba doliczyć obciążenia z tytułu CO2, ponieważ górnictwo konsumuje dużo produktów obciążonych dwutlenkiem węgla. W sumie jest to prawie 38 proc. Jeśli odejmiemy te sumy, to zostaje 200 zł za tonę i węgiel z ARA już nam nie zagraża. I tu szukajmy złotego środka na uczynienie polskiego górnictwa rentownym - podsumował Kurczabiński.
Jerzy Markowski zastanawiał się również, co sprawia, że dochodzi do tak emocjonalnych dyskusji jak ta w Katowicach.
- Czy dlatego, że tak ważny jest węgiel w polityce energetycznej państwa albo, że tak awanturniczy są związkowcy i załogi kopalń, że trzeba z tym coś zrobić? Ja mam nadzieję, że jest to ta pierwsza motywacja - zakończył.