Finansami górnictwa zarządzał żelazną ręką, dziś apeluje o racjonalne kierowanie branżą.
Zdzisław Doszla: Sądzę, że powołanie grupy ekspertów, kierowanej przez osobę z odpowiednimi uprawnieniami decyzyjnymi, której zadaniem byłaby szeroka koordynacja produkcji energii ze wszystkich dostępnych nośników, jest problemem wartym rozważenia.
Zdzisław Doszła wytyka dziś błędy w zarządzaniu górnictwem, zwłaszcza te, z początku lat 90. ub. stulecia.
Zdzisław Doszla: Sądzę, że powołanie grupy ekspertów, kierowanej przez osobę z odpowiednimi uprawnieniami decyzyjnymi, której zadaniem byłaby szeroka koordynacja produkcji energii ze wszystkich dostępnych nośników, jest problemem wartym rozważenia.
Rozmowa ze Zdzisławem Doszlą, byłym wiceministrem w resorcie górnictwa i energetyki
Pamięta Pan ten dzień, kiedy rządzący wprowadzili samodzielność ekonomiczno-finansową wszystkich kopalń węgla kamiennego?
- Owszem. To był 24 lutego 1991 r. Sejm przyjął wówczas Ustawę m.in. nadającą każdej kopalni węgla kamiennego pełną samodzielność ekonomiczno-finansową - wtedy mieliśmy tych kopalń ponad 70 - w tym zobowiązującą kopalnie do przejęcia od likwidowanej Centrali Zbytu Węgla, pełnego zakresu zadań i odpowiedzialności dotyczących sprzedaży surowca na rynek krajowy. Pracowałem wówczas w kopalni Murcki jako zastępca dyrektora do spraw ekonomicznych. Na własnej skórze odczułem trudy wdrażania ustawy i co ważniejsze, ujemne tego, ogromne, negatywne skutki. Wcześniej, przed wprowadzeniem tego „sejmowego dzieła” obowiązywał w górnictwie „rachunek wyrównawczy rentowności” kopalń. Obejmował on systemowe ustalanie w każdej kopalni planowanego, rocznego poziomu kosztów produkcji węgla, wartości jego sprzedaży oraz ewentualnie wielkości niezbędnej, rocznej dotacji z budżetu Państwa. Zbiorcze dane po weryfikacji przez służby finansowe resortu były podstawą sporządzania dokumentacji przedstawianej Ministerstwu Finansów, jako uzasadnienie wniosku resortu górnictwa do resortu finansów o roczną dotację z budżetu państwa do produkcji węgla dla całego górnictwa węgla kamiennego. Po ostatecznym ustaleniu przez władze centralne tej rocznej dotacji, dyspozycja jej do poszczególnych kopalń była moim uprawnieniem i zadaniem, podobnie jak nadzór nad prawidłową gospodarką tymi środkami. Przy decyzjach o poziomie przyznanej, rocznej dotacji dla poszczególnych kopalń brane były pod uwagę ich zweryfikowane, planowane wyniki finansowe i ważniejsze wskaźniki techniczno-ekonomiczne. Istotną cechą rachunku wyrównawczego było to, że dodatnie wyniki finansowe kopalń mogły być decyzją resortu górnictwa przemieszczane do kopalń o uzasadnionych, ujemnych wynikach finansowych. W ten sposób wszystkie kopalnie, również te z niską lub ujemną rentownością, ale uznane za te, których utrzymanie jest gospodarczo uzasadnione, miały pełne, roczne zabezpieczone finansowanie, określone według jednolitej metody.
Ciekawi mnie zatem, czy w czasie czteroletniego „ministrowania” w latach 1986 –1990 udało się Panu uzyskać dla górnictwa dotację do produkcji węgla w zadowalającej wysokości?
Tak. Dzięki właściwemu przygotowaniu odpowiedniej dokumentacji i umiejętności żmudnego prezentowania jej przed kierownictwem Ministerstwa Finansów, w okresie, w którym sprawowałem funkcję wiceministra, górnictwo węgla kamiennego uzyskiwało roczną dotację państwową do produkcji węgla w granicach – o ile dobrze pamiętam - około 10 mld zł. rocznie. Nieduża część środków przekazywana była w formie niskooprocentowanego kredytu bankowego, przy uwzględnieniu odsetek z tego tytułu w przyjętych kosztach i przyznanej dotacji. Dodam, że kopalnie, prowadząc racjonalną, gospodarkę zabezpieczonymi środkami finansowymi przeznaczały ich część także na cele socjalne, zwłaszcza na unowocześnianie licznych obiektów służby zdrowia, co było „oczkiem w głowie” mojego szefa, ministra Jana Szlachty.
No i w końcu przyszedł wspomniany na początku naszej rozmowy luty 1991 r. Jakie istotne zmiany wprowadzała Ustawa sejmowa?
Całkowicie zniweczyła „rachunek wyrównawczy rentowności kopalń”, zwłaszcza w zakresie jasnego określania rocznych potrzeb finansowych kopalń oraz źródeł ich pokrycia. Uznano, że kopalnie uzyskujące dodatni wynik finansowy mogą bez żadnych ograniczeń, w całości nim dysponować na własne potrzeby. W praktyce środki te przeznaczane były głównie na wzrost płac, co powodowało niesystemowe, znaczne zwiększenie zarobków na wybranych stanowiskach na różnym poziomie w różnych kopalniach. W ten sposób przekreślono w zasadzie całkowicie wypracowane zasady płacowe z udziałem central związków zawodowych, oparte na wszechstronnej ocenie stanowisk pracy, jednolitej we wszystkich kopalniach. W pierwszym roku obwiązywania tej ustawy zabrano kopalniom przyznaną już dotacje, pogrążając je w poważnych tarapatach finansowych, ciągnących się potem latami. Kopalni Murcki, w której pracowałem, cofnięta dotacja sięgała w 1991 r. ok. 180 mln zł. Ten nieuzasadniony, szkodliwy proceder likwidacji dotacji do produkcji węgla, wynikał z chęci przedstawiania Sejmowi przez rząd korzystniejszego bilansu finansowego państwa, jak widać w dużym stopniu kosztem górnictwa.
I tak zaczęło się powolne finansowe „dorzynanie” naszego górnictwa zapominając o tym, że stanowi ono podstawę bezpieczeństwa energetycznego kraju.
- Tak. Ale wrócę jeszcze do „rachunku wyrównawczego rentowności”. Jak wiadomo każda kopalnia, niezależnie od efektywności swojego działania, z różnych, głównie naturalnych powodów, zwłaszcza geologicznych, infrastruktury technicznej, jakości węgla handlowego oraz zagrożeń górniczych i warunków bezpieczeństwa pracy, ponosi różnej wielkości koszty produkcji węgla i uzyskuje rożne, średnie ceny zbytu za sprzedany węgiel. To bezdyskusyjnie dowodzi, że każda kopalnia ma inny, jednostkowy poziom rentowności, od ujemnego do dodatniego. „Rachunek wyrównawczy rentowności” umożliwiał dokonywanie przepływów środków finansowych z kopalń „rentownych” do kopalń wykazujących ujemne wyniki finansowe, przy obowiązku stosowania ustalonych zasad oszczędnościowych dla wszystkich kopalń. W przypadku, gdy łączny wynik finansowy w skali całego górnictwa był ujemny, niezbędna była odpowiednia dotacja z budżetu Państwa. Nie przyznanie tej dotacji automatycznie wpływało na pogorszenie wyników finansowych, ze wszystkimi tego skutkami. Przy czym górnictwo nie miało żadnych możliwości prawnych podwyższania cen zbytu węgla, aby łagodzić problemy finansowe. Z drugiej strony musiało ono w pełni respektować rosnące ceny rynkowe zaopatrzenia materiałowo-technicznego.
Likwidacja Centrali Zbytu Węgla stanowiła – jak sądzę - kolejny problem?
- I to poważny. CZW zajmowała się całokształtem sprzedaży węgla na rynek krajowy. Spowodowało to obarczenie wszystkich kopalń pełną odpowiedzialnością na całokształt sprzedaży węgla na rynek. W każdej kopalni „na gwałt” musiał powstać dział marketingu i zbytu węgla, przeważnie złożony z niedoświadczonych pracowników. Zaczęły się poszukiwania odbiorców węgla i poważne kłopoty z jego sprzedażą, zwłaszcza ponad pojemność posiadanych zbiorników. Kopalnie zostały zmuszone do „niezdrowej” konkurencji w zakresie sprzedaży węgla, piętrzyły się niebotyczne trudności windykacyjne za sprzedany węgiel, procesy sądowe, powstawały straty finansowe wynikające z nieściągalności należności. Szczególnie złe, nieracjonalne, było obarczanie pojedynczych kopalń obowiązkami dotyczącymi zbytu węgla. Ustawa o samodzielności kopalń była kompromitującym dziełem jej twórców, mianujących się reformatorami naszej gospodarki. Ujemne skutki ustawy, zwłaszcza finansowe, przynosiły fatalne skutki przez bardzo długi okres.
I dziś dużo mówi się o bezpieczeństwie surowcowym kraju i udziale węgla w tym bilansie. Jednocześnie nadzór nad branżą jest delikatnie mówiąc rozproszony. Padł wiec pomysł powołania pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa transformacji górnictwa węgla kamiennego. Czy to dobry pomysł?
To bardzo obszerny i niezmiernie ważny temat górnictwa i całej gospodarki narodowej. Dotyczy on bowiem posiadania i utrzymywania w określonym czasie zdolności wydobywczej kopalń, co wiąże się z określeniem realnego zakresu i terminów wygaszania i likwidacji kopalń, a więc z problemem utrzymania efektywnego systemu energetycznego kraju. Poza tym zagadnienie wydobywania węgla w kopalniach z niewykorzystywaniem ich zdolności produkcyjnej ujemnie wpływa na poziom finansów, z powodu tego, że „koszty względnie stałe”(utrzymania – przyp. red.) rozkładają się na mniejszą ilość produkcji węgla. Podnosi to koszty jednostkowe produkcji, co wpływa z kolei na wyższe cen węgla. w ten sposób kopalnie tracą konkurencyjność. A przypomnę, że „koszty względnie stałe” powszechnie szacowane są na ok. 80 proc. kosztów ogólnych. O tym mało się mówi.
Kolejna sprawa to czas istnienia obecnie funkcjonujących kopalń, czyli harmonogram ich likwidacji wynikający z dokumentu Umowa społeczna dla górnictwa węgla kamiennego. Zakłada ona wygaszenie ostatniej kopalni do 2049 r. Harmonogram nijak się ma do określenia ilości produkcji węgla kamiennego niezbędnej do sporządzanie wieloletniego bilansu paliwowo-energetycznego kraju. Taki stan można pozostawić bez zmian tylko wtedy, gdy władze państwowe godzą się na możliwość ponoszenie wysokich strat finansowych w skali kraju, wynikających z niedoborów lub nadwyżek energii łącznie z wszystkich krajowych dostępnych nośników energii oraz importu. Pożądane zmiany w tym zakresie bardzo komplikuje również rozproszony stan organizacyjny górnictwa, powstały głównie z przyczyn związanych z ratowaniem finansów tej branży. Wydaje się, że informacje w zakresie prognozowania produkcji węgla kamiennego nie powinny być wygłaszane „na wyczucie” przez polityków. W tym zakresie powinny obowiązywać prawne zasady odpowiedzialności za powstałe skutki społeczne. Sądzę, że powołanie grupy ekspertów, kierowanej przez osobę z odpowiednimi uprawnieniami decyzyjnymi, której zadaniem byłaby szeroka koordynacja produkcji energii ze wszystkich dostępnych nośników, jest problemem wartym rozważenia.
***
Zdzisław Doszla ma 94 lata. 47 lat poświęcił pracy w górnictwie, z czego 38 lat na stanowiskach dyrektorskich w instytucjach związanych z górnictwem. W latach 1986-1990 piastował stanowisko wiceministra w ówczesnym Ministerstwie Górnictwa i Energetyki. Jego życiową pasją było ciągłe zdobywanie wiedzy. W trakcie pierwszej pracy w kopalni Mieszko (już po dwustopniowych studiach na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu) ukończył 5-letnie wieczorowe Technikum Górnicze (druga Jego szkoła średnia) i trzykrotnie studia podyplomowe (raz na Politechnice Gliwickiej) oraz dwuletnie studium doktoranckie na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Był także znany ze swych pasji do muzyki. Ma na swym koncie wiele płyt z własnymi utworami oraz standardami muzyki rozrywkowej i jazzowej. W wieku 17 lat śpiewał w zawodowym chórze rewelersów dawnej „Lwowskie Piontki”.
Był też zapalonym sportowcem. Grał w siatkówkę m.in. w drugoligowym Chełmcu Wałbrzych zaliczył ponadto wyścig studencki „dookoła Polski”). Ma patent sternika jachtowego i zaliczył rejs do 19 portów morza Śródziemnego i dwóch na Atlantyku. Z pasją, od dziecka grał w szachy, pokonywał pełnoletnich i wygrywał turnieje uczelniane. Pasjonował się również futbolem. Przez 10 lat zasiadał w fotelu wiceprezesa zarządu Górnika Zabrze. Będąc już na emeryturze publikował m.in. w Przeglądzie Górniczym. Jest naszym wiernym Czytelnikiem.
Zdzisław Doszla opublikował w tym roku swoje wspomnienia. Szczególnym przyczynkiem do tego – jak sam powiada - była wstrząsające przeżycia z okresu dzieciństwie w okresie II wojny światowej, w tym ucieczki przed zsyłką na Sybir oraz tułaczki po Ukrainie i Polsce w potwornych warunkach bytowych.
- Uznałem, że opis osobiście widzianych obrazów ukrywania się w nieludzkich, okropnych warunkach i mordowania Żydów przez Niemców oraz uśmiercania Polaków przez Banderowców, może przyczynić się do pogłębienia powszechnej wiedzy o tym ludobójstwie – podkreśla.