Śmiech bez płaczki (Hanysy i Gorole łączcie się w uśmiechu! - 33)

Witóm roztómiłe Czytelniczki i szacownych Czytelników. Tak patrza, słuchóm, czytóm i co chwila sóm do siebie se godóm; ludzie, niy róbcie jaj z pogrzebu! Bo bez tedwa tydnie człowiek musioł płakać i śmioć sie.

Przypómniało mi sie, jak mi uosprawioł (opowiadał) jedyn znany perkusista big beatowy ze znanego polskiygo zespołu uo pogrzebie swojigo uojca. Tata był bardzo pobożnym Żydym i na pogrzebie króm (oprócz) miejscowego Rabina ekstra z Jerozolimy przijechoł drugi Rabin.

Nad grobym tyn miejscowy uodprawioł modlitwy, a tyn drugi go uoroz pamiynto (zwraca uwagę), że coś trza inacyj zrobić. A tyn miyjscowy mu pado: „Ty mnie tu nie będziesz zawodu uczył”. Jak mój kamrat to posłuchoł, to niy strzimoł i tak jak beczoł (płakał), zaczón sie śmioć. Padoł mi, że żodyn niy spómiarkowoł (zauważył), bo mu płaczki (łzy) cołki czos leciały...

Pod słowym Wóm padóm, żech tego niy znokwił (zmyślił) ino je to szczyro prowda. A bez te dwa tydnie żech se aże zaczon pisać to, co niykiere redachtory fulały. Pora przikłodów:

Bardzo znana dziennikarka, nawet nagradzana, najpopularniejszej dziennikowej stacji telewizyjnej, tak – mniej więcej – zagaiła rozmowę z Wojciechem Olejniczakiem:
„W obliczu tych tragicznych wydarzeń nawet twardzi mężczyźni nie potrafili powstrzymać łez. Pan także jest twardym mężczyzną a przecież nie powstrzymał pan wzruszenia. Dużo pan płakał?”...

W dniu uroczystości żałobnych w Warszawie przed południem dziennikarz ze studia pewnej informacyjnej rozgłośni radiowej zapytał reportera, czy na twarzach gromadzących się ludzi widać jeszcze powagę, która dotąd wszystkim towarzyszyła. Reporter odpowiedział mniej więcej tak:
„No nie widać tu jakichś większych wybuchów radości (sic!)”...

W tej samej stacji TV co poprzednio, najpopularniejszy jej prezenter po pogrzebie Jerzego Szmajdzińskiego zadał pytanie goszczącemu w studiu Ryszardowi Kaliszowi, poprzedzając je przydługim wstępem:
„No i jak pan myśli, gdzie teraz jest pański kolega?”...

Można mnożyć te przykłady bezmyślności, braku przygotowania i swoistego zapętlenia się, gdy już nie dało się znaleźć wyższych diapazonów.

Dziennikarskim narzędziem jest język. W tych dniach niektórzy używali go jak kiepski ślusarz młotka; zamiast w żelazo, co chwilę trafia w palec, a co gorsza co jakiś czas wypada mu on z rąk i uderza kogoś obok. Niestety przez to tragedia czasem zmienia się w farsę, a powaga – w groteskę.

To druga strona minionych dni, której mnie, zajmującemu się rzeczami śmiesznymi, nie wolno było nie odnotować.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.