Rosa: Górnictwo nie ma setek lat przyszłości, ale dziś to filar bezpieczeństwa
- Nasz miks energetyczny i bezpieczeństwo państwa – czy nam się to podoba, czy nie – wciąż opierają się na węglu. Z mojej perspektywy o wiele lepszy jest polski, śląski węgiel, niż ten importowany - podkreśla posłanka Monika Rosa z Koalicji Obywatelskiej.
fot: ARC
Monika Rosa: Górnictwo to nie tylko kopalnie, to cały ekosystem firm okołogórniczych. Nagłe tąpnięcie w tej branży wywołałoby ogromną lukę w zatrudnieniu w całym województwie
fot: ARC
- Nasz miks energetyczny i bezpieczeństwo państwa – czy nam się to podoba, czy nie – wciąż opierają się na węglu. Z mojej perspektywy o wiele lepszy jest polski, śląski węgiel, niż ten importowany - podkreśla posłanka Monika Rosa z Koalicji Obywatelskiej.
Zacznijmy od niedawnego wystąpienia Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera. Kupuje Pani wizję Polski przedstawioną w Krakowie?
To nie jest wizja Polski dla „normalnych Polaków”, jak to ujął pan poseł Czarnek, i to z wielu powodów. Przemysław Czarnek przemawiał tak, jakby chciał ukryć fakt, że współodpowiada za osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Reformy, które teraz proponuje, były przecież przez PiS negocjowane, głosowane i podpisywane.
Dla mnie jako kobiety, a przede wszystkim jako matki, wizja kobiety uwięzionej w domu, niepracującej i całkowicie zależnej od męża, jest skrajnie nie do przyjęcia. Każda z nas powinna mieć prawo wyboru. Z kolei jako Ślązaczka uważam opowieści o powrocie do węgla za skrajną hipokryzję. Nie zapominajmy, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość zamknęło 14 zakładów górniczych, w tym kopalnie Krupiński i Makoszowy.
Przemysław Czarnek barwnie mówił o energetyce, o powrocie do węgla czy o „OZE-sroze”.
No tak, padły słowa o „OZE-sroze", a przecież przyrost liczby osób korzystających z odnawialnych źródeł energii, tych wszystkich indywidualnych prosumentów, jest ogromny. Zresztą sam pan Czarnek korzysta z paneli fotowoltaicznych w swoim gospodarstwie. Ta agresywna warstwa językowa to nic innego jak próba odezwania się do elektoratu Konfederacji, a nie do wyborców centrum. Przemysław Czarnek jest kandydatem PiS-u nie po to, by zostać premierem, ale po to, by odebrać głosy na prawicy. To były słowa czysto polityczne.
A nie uważa Pani jednak, że po mroźnej zimie 2025/2026 i eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie na węgiel powinniśmy jednak spojrzeć nieco łaskawiej?
Powinniśmy tak na niego patrzeć od wielu lat. Nasz miks energetyczny i bezpieczeństwo państwa – czy nam się to podoba, czy nie – wciąż opierają się na węglu. Z mojej perspektywy o wiele lepszy jest polski, śląski węgiel, niż ten importowany.
Po pandemii i w dobie konfliktów widzimy wyraźnie, czym kończy się załamanie łańcuchów dostaw i jak gwałtownie rosną wtedy ceny. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, górnictwo wynoszono na piedestały. Gdy ceny spadły, a rynek nasycił się węglem z importu, znów zaczęto mówić o konieczności dotowania kopalń. Oczywiście, śląskie górnictwo w obecnej formie nie jest rentowne, ale to kluczowy element strategii bezpieczeństwa państwa.
Czy politycy spoza Śląska to rozumieją? Często odnosi się wrażenie, że patrzą na region przez pryzmat słupków w Excelu, zapominając np. o kwestiach społecznych.
Osoby, które tu nie mieszkają, rzadko mają taką perspektywę i przywiązanie jak my. Na Śląsku mamy kilka wymiarów bezpieczeństwa. Po pierwsze – energetyczne. Po drugie – bytowe. Górnictwo to nie tylko kopalnie, to cały ekosystem firm okołogórniczych. Nagłe tąpnięcie w tej branży wywołałoby ogromną lukę w zatrudnieniu w całym województwie.
Oczywiście, górnictwo nie ma przed sobą setek lat przyszłości. Wiemy, że kierunkiem jest atom, OZE i reaktory SMR. Ale my żyjemy „tu i teraz”. Musimy myśleć o bezpieczeństwie w obecnym kontekście wojennym, a zawsze lepiej mieć zasoby własne niż polegać na imporcie.
Przyjrzyjmy się teraz Jastrzębskiej Spółce Węglowej, bo ostatnio było o niej głośno. Porozumienie zawieszające zostało podpisane, ale to nie jest spokój dany raz na zawsze. Co teraz jest potrzebne JSW?
JSW to inna specyfika – tu mówimy o węglu koksującym, produkcji stali i hutnictwie. Spółka potrzebuje teraz przede wszystkim stabilizacji finansowej. JSW jest spółką giełdową, więc nie może być dotowana bezpośrednio z budżetu tak jak PGG. Pomóc może zaangażowanie ARP w zakup niektórych aktywów. Szansą dla polskiego koksu jest również rozbudowa zbrojeniówki w ramach SAFE.
Nawet mimo zawetowania ustawy dotyczącej tego unijnego programu przez prezydenta Nawrockiego?
Niezależnie od weta prezydenta Nawrockiego środki z tego programu będą w Polsce wydawane, niestety na gorszych warunkach. Ale powiedzmy sobie jasno - weto prezydenta to weto wobec polskiej racji stanu. To weto wobec potrzeb i decyzji polskiego żołnierza. Ta decyzja uderza w potencjał polskich przedsiębiorców i jest wbrew polskiemu bezpieczeństwu.
Wróćmy do górnictwa. Również przed Polską Grupą Górniczą rok pełen wyzwań. Wydobycie zakończą kopalnie Wujek i Bielszowice, a spółka wdroży w życie osłony socjalne wynikające ze znowelizowanej ustawy górniczej. Co ciekawe, na razie nie ma wielu chętnych na jednorazowe odprawy pieniężne.
Wypłaty z odpraw ruszą w marcu i kwietniu, wtedy też zaczną się odejścia na większą skalę. Część osób wybierze urlopy górnicze, inni przejdą na emeryturę. Najbliższy rok będzie pod tym względem przełomowy. W rządzie pracujemy już nad nowelizacją ustawy górniczej, która niebawem trafi do parlamentu. Branża wciąż pozostaje atrakcyjna finansowo, stąd pewna ostrożność pracowników w korzystaniu z osłon, ale skala odejść w tym roku i tak będzie rekordowa.
Jak widzi Pani przyszłość pogórniczego Śląska? Które branże mogą stać się nowym motorem napędowym regionu?
Nie będzie jednej branży, która zastąpi wszystko. Stawiamy na różnorodność. Mamy silne atrybuty: uczelnie techniczne i zbrojeniówkę. Program SAFE to szansa dla takich firm jak Rosomak w Siemianowicach czy Bumar. Do tego dochodzą technologie kosmiczne – dlatego tak mocno walczymy o siedzibę ESA na Śląsku. Kolejnym filarem jest innowacyjna medycyna, w tym medycyna wojny. Śląska myśl techniczna i unikalna kultura pracy to nasz największy kapitał.
A nie boi się Pani, że z którąś z tych branż będzie trochę tak jak z motoryzacją na Śląsku? Fabrykę Opla w Gliwicach otwierano w 1998 roku z myślą, że może być szansą na dobre miejsca pracy dla górników odchodzących z kopalń. Tak się ostatecznie nie stało, a automotive w regionie przeżywa dziś ogromne problemy.
Górnicy to wysokiej klasy specjaliści: elektrycy, mechanicy, operatorzy. Oni odnajdą się na rynku pracy, jeśli odpowiednio wykorzystamy ich potencjał oraz tereny pogórnicze. Teraz dyskutujemy o tym, co powstanie w miejscu Bielszowic czy Bobrka. Ta ostatnia kopalnia jest zamykana z przyczyn obiektywnych – tam po prostu nie da się już bezpiecznie wydobywać. To będzie dla nas ważny test.
Związkowcy apelują wręcz: Nie twórzmy w tych miejscach kolejnych „muzeów postindustrialnych”. Chcemy miejsc pracy, które będą realną alternatywą dla górnictwa.
To się może udać. KSSE narzeka na to, że jest coraz mniej terenów inwestycyjnych w regionie. Otwiera się szansa, że już w najbliższych latach będzie można sięgnąć po kolejne tereny pogórnicze. One są świetnie skomunikowane i uzbrojone w infrastrukturę, także kolejową, co czyni je bardzo atrakcyjnymi dla inwestorów.
Możemy być spokojni, że obrazki z przełomu lat 90. i 2000, czyli "dzielnice biedy" i wysokie bezrobocie, się już nie powtórzą?
Takie obrazki na pewno się nie powtórzą. Czy jednak można być całkowicie spokojnym? Żyjemy w czasach pełnych niepewności, więc nigdy nie wiemy, co przyniesie przyszłość. Najważniejsze to być przygotowanym i trzymać rękę na pulsie.