Przetargi preferują tańszych, minimalizując oczekiwania zarobkowe

- Ludzie s... stamtąd, gdzie są głodowe zarobki. Trudno się dziwić, że uciekają z geszeftów, gdzie kombinatorstwo i łapówki zastępują układ zbiorowy. Z poważnych firm nie rejterują - tak bezceremonialną retoryką menedżer jednej z dużych firm, świadczących podziemne usługi, objaśnia problem transferu pracowników z okołogórniczych spółek do kopalń.

 

Utrzymuje on, że w jego przedsiębiorstwie fachowiec zarabia przeciętnie ponad 4 tys. zł miesięcznie. I, realizując kontrakty o wartości 20 mln, nie może sobie pozwolić, żeby go stracić.

 

- Tisze jediesz, dalsze budiesz... - odpowiada jednak na pytanie, dlaczego wzbrania się przed otwartym firmowaniem swoich opinii nazwiskiem.

 

Nienowy od lat problem chyba jednak się utrzymuje. Był jednym z głównych wątków niedawnego spotkania szefów firm usługowych w Okręgowym Urzędzie Górniczym w Gliwicach.

 

- Rzecz jest prosta. Kopalniany dozór przygląda się prowadzeniu robót przez te firmy, widzi, co który z ich pracowników potrafi, i wychwytuje tych najlepszych - powtarza jedną z wypowiedzi z tego spotkania dyrektor gliwickiego OUG-u Piotr Wojtacha.

 

"Echo" pogromu

 

Firm usługowych, wykonujących specjalistyczne roboty w zakładach górniczych, jest łącznie - licząc z oddziałami - 1698. Zatrudniają prawie 34 tys. pracowników.

 

Przedsiębiorstwo Robót Górniczych "Bytom" specjalizuje się m. in. w drążeniu poziomych i pochyłych wyrobisk korytarzowych, wykonawstwie szybowych zbiorników urobku, uzbrajaniu, przezbrajaniu i remontach szybów i szybików oraz drążeniu komór poziomych.

 

Prezes zarządu spółki Edmund Kupidło potwierdza, że 2-3 lata temu firma doświadczyła prawdziwego pogromu fachowców.

 

- Spośród 350 naszych pracowników, do kopalń, w których prowadziliśmy roboty, przeszło 50 pewnych, wyszkolonych zawodowców, głównie mechaników, ślusarzy, elektryków, strzałowych, ale też pracowników dozoru. Zleceniodawca wyłuskiwał przy tym pracowników młodych, ale już doświadczonych, czyli w wieku do 35 lat. Dziś mamy spokój. Problem ustał, ponieważ kopalnie Kompanii Węglowej nie przyjmują ludzi, niemniej wciąż negatywnie odczuwamy "echo" tamtego przetrzebienia załogi - wyjaśnia prezes Kupidło.

 

Węgiel to też pieniądz

 

W jego ocenie ludzie przechodzili do kopalń nie tyle z powodu dużo atrakcyjniejszych zarobków, raczej lepszych warunków socjalnych.

 

- Mieć 8 ton węgla albo nie mieć, to jednak różnica - wskazuje na jeden tylko atut spośród kopalnianych świadczeń.

 

- Choć, owszem, w kształtowaniu pensji również musimy być powściągliwi. Jedynym sposobem uzyskania zlecenia na roboty jest przetarg. A w nim decydującym kryterium jest, praktycznie rzecz biorąc, najniższa cena usługi - dodaje Kupidło.

 

Gliwicki Zakład Usług Górniczych jest dużą firmą. Zatrudnia prawie 1000 pracowników. Zajmuje się wykonywaniem podziemnych budowli górniczych, naprawami i renowacją szybów, obsługą i konserwacją maszyn i urządzeń górniczych oraz przebudową wyrobisk korytarzowych. Wiceprezes zarządu spółki ds. ekonomiczno-finansowych Jerzy Kocjan przyznaje, że w ubiegłym roku do kopalń Kompanii Węglowej i Jastrzębskiej Spółki Węglowej, dla których GZUG świadczy usługi budownictwa podziemnego, co miesiąc przechodziło przeciętnie po 10 pracowników. Firma najdotkliwiej odczuła drenaż kombajnistów i strzałowych.

 

W rodzinie

 

Wiceprezes Jerzy Kocjan powiada, że nie traktuje tych transferów w kategoriach jakiegoś szczególnego nieszczęścia.

 

- Stuprocentowym właścicielem GZUG-u jest Kompania Węglowa. W gruncie rzeczy więc nasz pracownik, który przenosi się do kopalni tej firmy, i tak nadal pozostaje jakby w rodzinie - wyjaśnia.

 

Ale przyznaje zarazem, że, odkąd zakłady Kompanii przestały przyjmować ludzi, gliwicka firma "odczuła ulgę".

 

- Świadczenia socjalne mamy na zbliżonym pułapie jak w kopalniach. Te ostatnie nieco nas przebijają zarobkami i to one kuszą pracowników. W tej sferze nie możemy ich przelicytować, ponieważ, mimo właścicielskiej dominacji Kompanii, w ogłaszanych przez tę spółkę przetargach na roboty nie możemy liczyć na jakiekolwiek fory. Nasze ceny muszą być dostosowane do rynkowych reguł gry - przekonuje Jerzy Kocjan.

 

Na ekstraklasę nie ma rady

 

Zajmujące się głównie przebudowami chodników, Biuro Specjalistycznych Usług Technicznych "Jar" jest niewielką firmą, zatrudniającą około 60 osób. Personalna wyrwa i tu regularnie sięga 5-10 proc. ekipy rocznie.

 

- Wezmę "surowego" chłopaka, porobi 3-4 lata, zdobędzie uprawnienia i składa wymówienie, bo wystarał się o pracę w kopalni - ilustruje bieg rzeczy prezes "Jaru" Jan Wójtowicz.

 

Jego zdaniem, zasadniczym magnesem, którym przyciąga możny, jest większe bezpieczeństwo socjalne, ale też atrakcyjniejsze widoki zawodowego rozwoju. Dlatego Wójtowicz traktuje to zjawisko ze stoickim spokojem.

 

- O kiepskiego pracownika nikt nie zabiega. Wezmą najlepszego. Nie ma się co oburzać, z tym po prostu trzeba się liczyć. Z dobrym fachowcem jest trochę tak, jak z dobrym piłkarzem. Wybije się w niższej lidze, zostaje zauważony i dostaje propozycję z ekstraklasy. W niej może się rozwijać. Sam bym poszedł - uśmiecha się Wójtowicz.

 

Cytowany już anonimowo menedżer ma prostą odpowiedź na pytanie, dlaczego, mimo tysięcy podań o przyjęcia do pracy na biurkach personalnych w kopalniach, ci wolą drenować z ludzi firmy usługowe.

 

- Łatwiej dać ogłoszenie do gazety niż otworzyć szkołę górniczą i z absolwentów wyszkolić własnych fachowców.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Odpady zamiast węgla. NFOŚiGW wskazuje na potencjał spalarni w transformacji ciepłownictwa

Instalacje termicznego przekształcania odpadów powinny rozwijać się w Polsce do łącznej przepustowości około 4 mln ton rocznie – ocenił zastępca prezesa NFOŚiGW Paweł Augustyn. Według Funduszu mogłoby to ograniczyć zużycie węgla o blisko 2 mln ton i wesprzeć dekarbonizację ciepłownictwa.

PLK zakończyły testy łączności GSM-R na CMK. Droga do 250 km/h coraz bliżej

PKP Polskie Linie Kolejowe zakończyły testy cyfrowej łączności GSM-R na Centralnej Magistrali Kolejowej - podała spółka. Łączność ta umożliwia stosowanie systemu bezpieczeństwa ETCS (systemu zarządzania ruchem pociągów) poziomu 2. Celem jest zwiększenie prędkości eksploatacyjnej na CMK do 250 km/h.

Znamy najlepszą przestrzeń publiczną województwa śląskiego

Przystań żeglarska przy jeziorze Paprocany w Tychach zdobyła I Nagrodę Marszałka Województwa Śląskiego w XXVII edycji konkursu „Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego”. Nagrody wręczono 23 października w Muzeum Śląskim w Katowicach.

PKP Cargo nie zawnioskuje do KNF o emisję akcji, która miała podwyższyć kapitał zakładowy

PKP Cargo odstąpiło od złożenia do KNF wniosku o zatwierdzenie emisji akcji serii N, która miała podwyższyć kapitał zakładowy spółki - podało w piątek PKP Cargo. W ocenie zarządcy masy sanacyjnej złożenie prospektu opartego na założeniach, które są obecnie analizowane, nie byłoby uzasadnione.