Obserwacje: na to nie mają wpływu niższe ceny paliwa

fot: Maciej Dorosiński

Według ekspertów jesienią ON znowu ma być droższy od benzyny

fot: Maciej Dorosiński

Klienci sądzą, że skoro płaci się mniej za paliwo, to i transport drogowy powinien stanieć. Tymczasem może być droższy - donosi "Puls Biznesu".

Niższe ceny paliwa to nie tylko powód do zadowolenia, ale i roszczeń klientów operatorów logistycznych. Niektórzy domagają się obniżenia stawek za usługi.

- Te obniżki nijak się mają do całości kosztów usług transportowych, na co wskazuje bardziej szczegółowa analiza danych dotyczących transportu towarów - mówi Tomasz Jeleń, dyrektor sprzedaży w Rohlig Suus Logistics.

Według przewoźników koszty prowadzenia działalności transportowej w Polsce rosną.

- Wynika to między innymi ze spadającej podaży środków transportu. Ubywa też zawodowych kierowców. Przewoźnicy muszą wymieniać tabor, który często jest już przestarzały. Nie obniżają więc cen, bo często i tak od dawna prowadzą działalność na granicy opłacalności - twierdzi Tomasz Jeleń.

Taki obraz branży transportowej potwierdzają inne dane z rynku: o braku płynności finansowej i wzroście liczby upadłości. Operatorzy podejmują, co prawda, działania ograniczające koszty i podwyższające efektywność, ale kilku nieoficjalnie przyznaje, że nie biorą pod uwagę obniżek cen, lecz ich podwyżki.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.