Słowacja: ratownicy z Boryni pierwsi

Psy bierun 05 WIK

fot: Wojciech Wikarek

Cztery labradory i owczarki collie pod opieką ratowników strażaków i górników odnalazły wszystkich „poszkodowanych” podczas ćwiczeń na dole kopalni „Piast”

fot: Wojciech Wikarek

Ratownicy z kopalni Borynia wygrali prestiżowe zawody ratownicze rozegrane w słowackiej Prievidzy. W zawodach uczestniczyło osiem zastępów ratowniczych: pięć ekip ze Słowacji, jedna z Węgier i dwie z Polski.

Oprócz ratowników z Boryni barw Polski bronili również ratownicy z kopalni Wujek, którzy zajęli piąte miejsce.

Podczas zawodów, rozegranych w piątek 14 października, ratownicy mieli za zadanie pokonanie tzw. dymnicy (komora ćwiczeń o wysokości około 10 m). Przechodzili wyrobiskami o różnej skali trudności i wysokości, musieli nawiązać połączenie z bazą i dokonać pomiarów stężenia gazów. Po wyjściu z dymnicy ich zadaniem było przecięcie pręta o średnicy 8 mm za pomocą nożyc hydraulicznych na trzy równej długości odcinki, musieli także wymienić butlę w aparacie jednego z ratowników. Kolejnym zadaniem było przeciągnięcie za pomocą ciągarki łańcuchowej obciążonego wozu i wykonanie imitacji tamy wentylacyjnej deskowej, przetransportowanie poszkodowanego, montaż dwóch odcinków rur tak, aby uzyskać pełną szczelność, przejście przez lutnię i zamknięcie przełazu przez przykręcenie pokrywy na 4 śruby.

Ratownicy z Boryni, startujący z numerem 7, po raz kolejny okazali się bezkonkurencyjni zdobywając 1 miejsce. Zawody organizowane przez Centralną Stację Ratownictwa Górniczego w Prievidzy odbyły się już po raz jedenasty. Pierwszy raz w historii zawody wygrała drużyna z zagranicy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.

Z Wełnowca na koniec świata. Jak chłopak ze Śląska zarządza gigantyczną kopalnią na pustyni Atakama

Mateusz Moskwa pochodzi z Katowic, wykształcenie zdobywał na krakowskiej AGH, a dziś odpowiada za kluczowe operacje w jednej z największych kopalni miedzi na świecie, należącej do KGHM