Litwa chce przedłużyć prace starej Ignaliny
Premier Litwy Gediminas Kirkilas szuka negocjatora, który w brukselskich kuluarach mógłby wysondować, na ile jest to realne, a potem negocjować nowe warunki zamknięcia elektrowni – napisała „Gazeta Wyborcza”.
Litwa, podpisując w 2004 r. umowę o wstąpieniu do UE, zobowiązała się, że do 2009 r. zamknie oba reaktory jądrowe, które stoją w Wisaginii w pobliżu Ignaliny. UE, wymuszając na Litwie taką decyzję, twierdziła, że oba reaktory tego samego typu co w Czarnobylu zostały wybudowane według technologii sowieckich i są zagrożeniem dla Europy. Już po wejściu do Unii Litwa podjęła decyzję o budowie nowej elektrowni atomowej na miejscu starej. Do projektu dołączyły Estonia, Łotwa i Polska. Rząd Litwa planuje, że elektrownia zostanie wybudowana między 2012 a 2015 r.
Od momentu zamknięcia elektrowni (która dostarcza ponad 70 proc. prądu na Litwie) aż do uruchomienia nowej kraj ten będzie skazany na import prądu oraz produkcję w elektrowniach tradycyjnych. W związku z tym jej uzależnienie od rosyjskiego gazu wzrośnie z 30 proc. obecnie aż do 80 proc. w 2009 r.
Właśnie tak duże uzależnienie od rosyjskiego gazu ma być dla Litwinów głównym argumentem za przedłużeniem pracy elektrowni atomowej w Ignalinie.
Przedłużenie pracy Ignaliny wymagałoby zmiany traktatu akcesyjnego Litwy z UE, czyli zgody wszystkich państw członkowskich Unii. Komisja boi się otwarcia puszki Pandory wśród nowych członków, z których niemal każdy ma jakieś pretensje w sprawie swojego traktatu.