Byli tak blisko domu

fot: Maciej Dorosiński

- Tego dnia pod ziemią dopisało im górnicze szczęście, niestety zabrakło go w drodze powrotnej - powiedział Adam Byzdra o ofiarach środowego (28 marca) wypadku

fot: Maciej Dorosiński

- Tego dnia pod ziemia dopisało im górnicze szczęście, niestety zabrakło go w drodze powrotnej - mówi w rozmowie z portalem górniczym nettg.pl Adam Byzdra, przewodniczący Solidarności w kopalni Mysłowice-Wesoła.

- To co się zdarzyło to tragedia, którą ciężko opisać słowami. W pierwszej kolejności chcę przekazać kondolencje dla rodzin. Jesteśmy z nimi wszystkimi w tych ciężkich chwilach. Wszyscy ci górnicy wracali, po ciężkiej pracy, do swoich domów. Byli już tak blisko, kiedy wydarzyła się ta tragedia. Niektórzy z nich myślami byli już pewnie ze swoimi rodzinami i cieszyli się na powrót.

Każdego dnia poświęcali swoje życie i zdrowie pracując ciężko pod ziemią. Tego dnia pod ziemią dopisało im górnicze szczęście, niestety zabrakło go w drodze powrotnej. Niektórych z nich znałem osobiście i wiem, że byli to wspaniali ludzie. To ogromna strata. Jesteśmy także myślami z tymi, którzy zostali ranni w tym wypadku. Życzymy im powrotu do zdrowia.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.