Budryk: obie strony chcą rozmawiać, a rozmów nie ma
W poniedziałek przed południem wciąż nie było wiadomo, czy i kiedy dojdzie do wznowienia przerwanych w grudniu negocjacji. Do kopalni przyjechał mediujący w sporze b. senator Jerzy Markowski, który pośredniczy w kontaktach między stronami.
Według komitetu strajkowego, pod ziemią na dwóch poziomach protestuje ponad 360 osób. Przedstawiciele zarządu kopalni oceniają, że strajkujących na dole jest ok. 200. Ponad 350 osób podjęło pracę - to jednak za mało, by można wznowić wydobycie węgla.
W niedzielę prezes kopalni Piotr Bojarski zapowiadał, że w poniedziałek ponownie nawiąże dialog z protestującymi, kierując do nich pismo. Jednak rzecznik kopalni Mirosław Kwiatkowski sprecyzował w poniedziałek, że żadna decyzja o wysłaniu do komitetu strajkowego jakiegokolwiek pisma nie zapadła.
- Przygotowywane są różne warianty, różne pisma, ale dotąd nie ma decyzji o skierowaniu ich do protestujących. Jeżeli będą jakieś nowe propozycje ze strony zarządu, będą przedstawione podczas bezpośrednich negocjacji – zapowiedział rzecznik.
Dodał, że zarząd jest gotów do wznowienia rozmów, ale ponieważ to protestujący je zerwali, to oni powinni formalnie wystąpić do zarządu z propozycją wznowienia negocjacji. Wówczas zarząd – według Kwiatkowskiego – ma je podjąć.
Jeden z liderów protestu, Grzegorz Bednarski z Kadry, powiedział PAP, że strajkujący są gotowi do rozmów przez 24 godziny na dobę, dlatego dziwi ich taka wypowiedź rzecznika. Bednarski podkreślił, że to nie związkowcy zerwali rozmowy, ale przerwano je zgodnie ze stanowiskiem mediatora, który nie widział szans na porozumienie wobec niezmiennych stanowisk stron.
Zarówno przedstawiciele związków, jak i zarządu, liczą, że poniedziałkowa obecność Markowskiego w kopalni pomoże w ponownym nawiązaniu dialogu i rozpoczęciu dalszych negocjacji. Bednarski ocenił, że napisanie pisma do zarządu w sprawie rozmów nie jest problemem, ważna jest jednak wola porozumienia u drugiej strony.
W poniedziałkowych rozmowach z dziennikarzami przedstawiciele stron sprecyzowali też, jaki jest obecnie właściwy przedmiot sporu. Według Kwiatkowskiego, sprowadzanie konfliktu do żądania 600 zł podwyżki przez protestujących i oferowania przez zarząd 450 zł jest nieporozumieniem.
Związkowcy niezmiennie domagają się podwyżki za ubiegły rok o 12 zł na dniówkę, co wraz z dodatkowymi świadczeniami dawałoby ok. 600 zł miesięcznej podwyżki jeszcze w ubiegłym roku. Do tego dochodzi włączenie do funduszu płac świadczenia na dojazdy do pracy, dziś liczonego osobno. Dopiero do tak podniesionej bazy naliczania płac w tym roku miałoby dojść ok. 450-500 zł miesięcznej podwyżki – byłby to wzrost o kolejnych 8 proc., bo o tyle w tym roku mają wzrosnąć płace w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), do której wkrótce wejdzie \"Budryk\".
Zarząd proponuje natomiast ok. 250 zł podwyżki w ubiegłym roku (5 zł na dniówkę plus odpowiednio wyższe pozostałe świadczenia) oraz ok. 450-500 zł wzrostu w tym roku, co razem daje średnią podwyżkę o ok. 750 zł brutto. Przedmiotem sporu jest więc kwota ok. 350 zł albo jednorazowe świadczenie, które mieliby otrzymać protestujący przy okazji wejścia kopalni do JSW.
Strajkujący deklarują, że nie wyjadą z dołu do momentu zawarcia satysfakcjonującego ich porozumienia płacowego. Zarząd powtarza, że sytuacja ekonomiczna nie pozwala na złożenie strajkującej załodze propozycji finansowych innych niż te, które już otrzymała. Prezes kopalni podkreślił, że aktualne są propozycje wzrostu płac podawane wcześniej w czasie negocjacji.
Protest w Budryku, uważany przez pracodawcę za nielegalny, prowadzą 4 z 9 działających tam związków: \"Sierpień 80\", \"Kadra\", \"Jedność Pracowników Budryka\" i Związek Zawodowy Ratowników Górniczych. Nie zgadzają się na wynegocjowane we wrześniu, a dwukrotnie odrzucone w referendum przez załogę, warunki płacowe przyłączenia kopalni do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Pozostałe związki akceptują porozumienie.