Będziemy importować węgiel na potęgę?

fot: Jarosław Galusek/ARC

Węgiel transportowany przez PKP Cargo jedzie z Dąbrowy Górniczej do Bernburga w Saksonii-Anhalt

fot: Jarosław Galusek/ARC

Nowo budowane bloki węglowe w elektrowniach w Opolu, Kozienicach i Jaworznie będą potrzebowały kilkanaście milionów ton węgla rocznie. Tymczasem jego wydobycie w Polsce systematycznie spada, ponieważ jest wypierany przez tańszy surowiec z importu. Eksploatacja obecnych złóż węgla bez dodatkowych inwestycji w górnictwo spowoduje, że Polska w perspektywie kolejnych 20-30 lat 80 proc. surowca będzie importować. Problemem jest jednak opór społeczny i regulacje - zarówno na poziomie UE, jak i kraju.

- Rząd na jesieni zdefiniował ten problem, że zasoby się kończą i że sama eksploatacja tego, co mamy, nie rokuje strategicznie, bo skazuje nas na prawie 80-proc. import w perspektywie 20-30 lat - mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Smoleń, prezydent Euracoal - Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego.

- Węgiel jako paliwo do elektrowni i elektrociepłowni jest nie do uniknięcia. Mamy taką tradycję i kulturę węglową i ten surowiec będzie podstawowym paliwem energetycznym jeszcze przez wiele dziesięcioleci. Natomiast pytanie już zadawane już wielokrotnie nie tylko przez prasę, lecz także przez świat polityki to: skąd będzie ten węgiel? Mamy ogromne możliwości, żeby to był węgiel polski.

Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, żeby dołożyć ku temu wszelkich starań, są prowadzone obecnie przez rząd inwestycje w energetyce węglowej. Projekty w Jaworznie, Kozienicach i Opolu kosztują łącznie ponad 20 mld zł, a państwo uzasadniało ich rozpoczęcie koniecznością poprawy niezależności energetycznej. Trudno jednak będzie mówić o pełnej niezależności, jeżeli będą one importować węgiel z Rosji czy Ukrainy.

W 2012 r. węgiel kamienny odpowiadał za 58 proc. całkowitej produkcji energii, a węgiel brunatny - za 39 proc. W ostatnich latach udział węgla brunatnego w miksie energetycznym zwiększał się kosztem kamiennego, co wynika ze spadającego wydobycia tego drugiego surowca. W 2013 r. wydobyto zaledwie 76,5 mln ton węgla kamiennego, o 2,7 mln ton mniej niż rok wcześniej. Dla porównania na początku lat 90. z polskich kopalń pozyskiwano około 140-150 mln ton węgla, a w 2000 r. - blisko 100 mln ton.

Choć wydobycie węgla brunatnego wzrosło wyraźnie w ostatnich kilku latach (z ok. 56 mln ton w 2010 r. do ok. 64-65 mln ton w 2013 r.), to mało prawdopodobne jest utrzymanie tej tendencji w najbliższych latach. Powodem jest brak nowych prac poszukiwawczych, a obecnie zagospodarowane złoża będą zamykane w następnych dekadach. Według szacunków Państwowego Instytutu Geologicznego wraz z uwzględnieniem tzw. zasobów złóż satelickich, kopalnia Adamów będzie mogła pracować do 2029 roku, Bełchatów - do 2050 roku, Konin - do 2037 roku oraz Turów - do 2035 roku. Choć na terenie Polski znajdują się ogromne zasoby węgla brunatnego, to uruchomienie nowej kopalni jest bardzo kosztowne i może trwać nawet 15 lat - wynika z opracowania Jacka Roberta Kasińskiego z Państwowego Instytutu Geologicznego.

- Jest udowodnione i w Europie, i w Polsce, że otwieranie nowych odkrywek, a taką metodą pozyskuje się węgiel brunatny, jest bardzo trudne. Na czym polega trudność? Przede wszystkim na niezgodzie lokalnych społeczności i organizacji ekologicznych oraz szerzej - całego elektoratu europejskiego, który nie lubi technologii odkrywkowej i węgla także - uważa Smoleń.

Choć kwestia ochrony środowiska jest rzeczywiście ważna dla wielu mieszkańców UE, to na tym polu są także bardzo aktywne wszelkie grupy, na czele z firmami z branży energetyki odnawialnej. W efekcie część państw UE, gdzie węgiel ma znacznie mniejszy udział w miksie energetycznym niż w Polsce, forsuje bardziej ambitne cele redukcji dwutlenku węgla, niż dotychczas jest to uzgodnione. Jednocześnie UE wspiera pośrednio koncerny rozwijające technologie OZE, ponieważ subsydiuje projekty zielonej energii.

Z drugiej jednak strony szeroko rozumiane koszty wydobycia i spalania węgla są relatywnie wysokie. Jest to dobrze widoczne w woj. śląskim, gdzie do kosztów ekonomicznych na poziomie kopalń należy doliczyć także koszty zewnętrzne, jakie dotykają tamtejszych mieszkańców z powodu zanieczyszczeń środowiska, pękających ścian w mieszkaniach itp.

- Słyszeliśmy o kłopotach na przykładzie Jaworzna: ludzie nie chcą tam mieszkać, boją się szkód górniczych. Tutaj może jest szansa, że przekonamy lokalną społeczność, która z tego żyje, albo, jak w przypadku Lubelszczyzny, będzie trochę łatwiej, bo teren jest niezurbanizowany - twierdzi prezydent Euracoal.

Polski rząd zdecydował się pozostawić węgiel jako podstawowy surowiec z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, dlatego zdaniem Pawła Smolenia powinien dążyć teraz do zmiany regulacji oraz nastawienia opinii publicznej. W przypadku lokalnych mieszkańców konieczne mogą okazać się rekompensaty z tytułu szkód, jakie wywołuje górnictwo.

- W moim przekonaniu nie ma innych metod niż odpowiednie skompensowanie lokalnym mieszkańcom uciążliwości sąsiedztwa czy też w ogóle umożliwienie im zmiany miejsca zamieszkania, jak np. w USA w związku z gazem łupkowym. Takie rzeczy daje się zrobić, to jest bez wątpienia drogie, ale jeżeli mówimy o biznesie wielomiliardowym oraz o bezpieczeństwie energetycznym nie tylko państwa, lecz także tej części Europy, to chyba warto - uważa prezydent Euracoal.

Zmiana polityki wobec węgla będzie wymagała jednak porozumienia z Brukselą, ponieważ Polska zobowiązała się do realizacji głównych postanowień tzw. paktu klimatycznego. Broniąc swojego górnictwa, polski rząd może jednocześnie zaoferować UE, że będzie wspierał rozwój OZE i energetyki rozproszonej.

- Przy lekkim wsparciu ekonomicznym, dużo mniejszym niż ogromne mechanizmy wsparcia, na przykład dla energetyki solarnej w Niemczech, to jest biznes, który po pierwsze, zrównoważy nam miks energetyczny i z dzisiejszej perspektywy, co ważne, wzbogaci nasze negocjacje z Unią. Będziemy mogli powiedzieć, że oczekujemy od Unii akceptacji naszej bazy węglowej, ale też mamy coś do zaoferowania - wskazuje Smoleń.

Według niego na problem miksu energetycznego należy patrzeć całościowo i nie przeciwstawiać OZE i energetyki konwencjonalnej.

- Szkoda by było tej wspólnej narracji nie wykorzystać w naszych negocjacjach z Unią, zapierając się, że "węgiel i już" albo biorąc udział w takiej sztucznej wojnie między energetyką konwencjonalną a odnawialną czy rozproszoną. W istocie jest to jeden temat, temat jednego miksu, i tak przedstawiony powinien dać nam dużo lepsze szanse na ugranie swego w negocjacjach klimatycznych z Unią - ocenia prezydent Euracoal.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Frekwencyjny sukces Kolei Śląskich, jak z Częstochowy do Krakowa

W ciągu pierwszego roku funkcjonowania bezpośrednich połączeń pomiędzy Częstochową a Krakowem, Koleje Śląskie przewiozły na linii S34 ponad 650 tys. pasażerów. To frekwencyjny sukces i zasługa komfortowego oraz nowoczesnego taboru, a także konkurencyjnego czasu przejazdu, który jest o około pół godziny krótszy niż czas, jaki trzeba poświęcić na podróż samochodem na tym dystansie.

Cisza przed burzą? A w górnictwie historia kołem się toczy

Wrzesień to miesiąc ważnych dat w naszej historii. Mam wrażenie, że, jak kiedyś, o 17 września było dość cicho. A przynajmniej ciszej niż o pierwszym dniu miesiąca. Jednak życie toczy się dalej. Kolejny raz uczestniczyłem w konferencji zorganizowanej przez Politechnikę Śląską w Rybniku i miejscowe koło jej Stowarzyszenia Wychowanków. Lubię tę, organizowaną od dziesięciu lat, konferencję poświęconą technice i przemysłowi, nie tylko wydobywczemu. Można się sporo dowiedzieć, a przerwy i kuluary są miejscem ciekawych dyskusji. W tym roku dyskutowaliśmy w międzynarodowym towarzystwie o kopalń węgla życiu po życiu. W trakcie konferencji nadano imię docenta Szczepana Wyry auli w miejscowym budynku Politechniki Śląskiej. Docent przez wiele lat kierował rybnicką filią uczelni. Ja zapamiętałem go jako wysokiego, przystojnego faceta, a moja żona jako świetnego wykładowcę mechaniki. Dobrze, że uhonorowano go, bo zasłużył się. Bardzo ładnie wspomniał zmarłego mój były podwładny, a dziś burmistrz Łazisk Górnych i chrześniak docenta i wuja.

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej