1 sierpnia 1944 r. - każdy wybór był zły

fot: Andrzej Bęben/ARC

1 sierpnia w Okręgu Warszawskim AK było na stanie 657 pistoletów maszynowych...

fot: Andrzej Bęben/ARC

To wydarzenie od samego swego początku budziło kontrowersje. I pewnie kontrowersyjnym pozostanie po wsze czasy. O tym, że takim jest, świadczy już pisownia jego nazwy. Uważający, że było one niepotrzebnym w historii Polski, używają małych liter w jego pisowni. Mający odwrotny pogląd, piszą dużymi literami. Zatem dla jednych powstanie warszawskie, a dla drugich Powstanie Warszawskie...

Skoro pewien polityk datował wybuch PW bodaj na lata 80., to na wszelki wypadek przypomnijmy, że rozpoczęło się ono 1 sierpnia 1944 r., o godzinie 17.00. I trwało (co najmniej) 63 lub 66 (maksymalnie) dni. O tym, że zakończyło się kapitulacją, wiedzą wszyscy, łącznie ze wspomnianym politykiem. Wciąż jednak obok rozbieżnych opinii o PW, istnieje wiele znaków zapytania odnoszących się do tego wydarzenia.

PW nie było jedynym zbrojnym wystąpieniem mieszkańców europejskich stolic przeciwko III Rzeszy. Swoje powstanie miał Paryż (w sierpniu 1944), miała Praga (w maju 1945 r.). Ani tam, ani w innych miejscach, w których miejscowy ruch oporu wystąpił zbrojnie przeciwko okupantowi, finałem nie było zniszczenie danego miasta i straty ludzkie idące w setki tysiące istnień. Takie właśnie były konsekwencje ogłoszenia Godziny W(wybuch) 1 sierpnia 1944 r. I żeby spraw była jasna: Warszawę niszczyli Niemcy i Niemcy zabijali cywilów, a nie - jakby to mogło wynikać z niektórych opinii - winowajcami tych zbrodni byli powstańcy i ci, którzy zdecydowali o wybuchu PW!

Było PW potrzebne, czy nie? Musiało do niego dojść, czy też nie? Czy decyzja o wystąpieniu zbrojnym była od samego początku totalnym błędem dowództwa Armii Krajowej? Dlaczego słabo uzbrojone, choć liczne, oddziały AK ruszono do boju, skoro nie było pewności, że powstańcom pomoże Armia Czerwona?

Po latach łatwo oceniać PW. Albo je deprecjonować, albo mitologizować. Niestety, choć wg najnowszych badań 65 proc. respondowanych uważa, że PW powinno wybuchnąć, to dziesięciolecia ludowej propagandy swoje uczyniły, bo w czasach PRL "powstanie warszawskie"...

To był problem
Władza ludowa miała twardy orzech do zgryzienia: jak mówić o powstaniu wymierzonym w sowietyzację kraju, w którym przeciwnikiem była III Rzesza i jej sojusznicy, a Związek Radziecki był takim sojusznikiem Armii Krajowej, że wpierw swoją agenturą zachęcał do zrywu, a po kilku dniach PW zniechęcał do niego... Jak było mówić o sojuszu radziecko-polskim, skoro tow. Stalin nie pozwolił lądować samolotom spieszącym z pomocą walczącej Warszawie na terytorium zajętym przez Armię Czerwoną...

W 1976 r. zdawałem maturę ustną z historii. Pan profesor zadał mi takie pytanie: przyczyny wybuchu powstania warszawskiego. Odpowiedziałem mniej więcej tak: powstanie zostało sprowokowane przez Stalina, bo ten wysyłając swoje czołgi na przedpola Pragi, zrobił w balona płk. Montera. Jego wywiadowcy stwierdzili, że Armia Czerwona nadciąga, Armia Krajowa musi ruszyć do powstania, zająć stolicę i witać bolszewików w charakterze gospodarzy. Wg ówczesnych standardów powinienem dostać dwóję z tego egzaminu (dostałem trójkę), bo przed 45 lat obowiązywała taka interpretacja: wojska 1. Frontu Białoruskiego tak goniły Niemców, że oderwały się od linii zaopatrzenia i musiały przystopować przed Wisłą. I były tak zmęczone, że nie miały siły w znaczący sposób pomóc powstańcom.

Tej tezy bronią dziś niekoniecznie historycy lewicowej, postpeerelowskiej orientacji. Jakoś jednak nie są w stanie wytłumaczyć, dlaczego musiało minąć prawie pół roku, by Armia Czerwona, uzupełniwszy stany i zapasy, doszła do siebie i praktycznie z marszu wzięła (17 stycznia) Warszawę.

Mądry Polak po szkodzie i łatwo oceniać historię po latach niż wtedy, gdy ona powstaje. W sytuacji, która panowała w lipcu 1944 r. decyzja o wybuchu powstania była równie zła, jak decyzja o jego nieogłaszaniu. Chodzi o to, iż w owym czasie ryzyko strat bezpowrotnych było mniej więcej podobne w obu przypadkach.

Albo albo
Załóżmy, że w Warszawie Armia Krajowa nie wychodzi z konspiracji i postanawia czekać, aż albo Niemcy uciekną z Warszawy, albo Rosjanie do niej wejdą. To należy pamiętać, że 27 lipca rozkazem Adolfa postanowiono nadać Warszawie status twierdzy. Jednocześnie wezwano do kopania umocnień 100 tys. mężczyzn i wiadomo, że okupant nie przyjmował usprawiedliwień o nieobecności.

Jasne było, że rozkaz okupanta będzie zignorowany. Skutkowałoby to nie tylko zmasowanymi łapankami, rozstrzeliwaniami, ale także dekonspiracją AK i prawdopodobnie (niekoniecznie zorganizowanym) oporem zbrojnym ze strony podziemia.

Niemcy swoje by zrobili, okopaliby się i stawialiby Sowietom opór. Ci zaś skoro nie mieli względów dla swoich miast zamienionych przez Niemców w twierdze (patrz Mińsk), to z jakichże to powodów mieliby oszczędzać twierdzę Warszawę?

Festung Warschau stawiająca opór Armii Czerwonej, to 90 proc. zniszczonego miasta (patrz: Mińsk, Breslau). Wskutek walk powstańczych i przeciwko powstańcom zniszczeniu uległo ok. 30 proc. Warszawy. Dopiero później dwa razy więcej wysadzili i spalili Niemcy .Oczywiście wraz ze zniszczeniem miasta szłyby straty w ludności. I wcale nie jest pewne, że byłyby te domniemane starty byłyby mniejsze od rzeczywistych.

Powstanie jednak jest faktem, więc dalsza dywagacja, co byłoby, gdyby do niego nie doszło, mija się z grubsza z celem. Równie dobrze można prorokować co byłoby, gdyby ekspansja I Rzeczypospolitej nie była prowadzona w kierunku wschodnim, lecz zachodnim.

Nie ma jednoznacznego wyjaśnienia, dlaczego zdecydowano ogłosić Godzinę W, skoro 1 sierpnia na stanie uzbrojenia Okręgu Warszawskiego AK znajdowało się:
• 3846 pistoletów;
• 2629 karabinów;
• 657 pistoletów maszynowych;
• 145 ręcznych karabinów maszynowych;
• 47 ciężkich karabinów maszynowych;
• 29 karabinów ppanc Ur i granatników ppanc PIAT;
• 16 moździerzy;
• 2 działka przeciwpancerne;
• 30 miotaczy (głównie domowej roboty) ognia;
• 43 971 granatów ręcznych (także domowej roboty) i 416 granatów przeciwpancernych;
• ok. 12 tys. butelek zapalających z tzw. koktajlem Mołotowa
• i ok. 1266 kg materiałów wybuchowych.
Taki był arsenał nie wyłącznie na Warszawę, ale na cały okręg, w którym również AK prowadziła działania bojowe i czymś musiała walczyć.

Mając tyle broni na 40 tys. ludzi, trudno się dziwić, że powstańcom, choć braku odwagi nie zarzucali im nawet Niemcy, nie mogli przejąć kontroli nad mostami i lotniskami. A bez tego, nawet gdyby ktoś chciał im pomagać, to byłoby to co najmniej wielce utrudnione.

Widać niestety, więcej argumentów natury technicznej przemawia na korzyść określających PW z punktu widzenia wojskowego za bezsensowne od samego początku. Dysproporcje sił były olbrzymie. I choć do walki z powstańcami zasadniczo były używane jednostki policyjne i pomocnicze wspierane przez mocno przetrzebione dywizje Wehrmachtu i Waffen SS, to starcie to można było przyrównać do walki bokserskiej między niedożywionym i od dawna nie trenującym zawodnikiem o wadze 70 kg i nieco zmęczonym b. mistrzem świata w wadze ciężkiej. W tym sensie wynik pojedynku był przesądzony.

Rachunek strat
Wynik walki sędziowie ustanowili już w Teheranie, o czym wiedziała góra Armii Krajowej, a czego (z niewiadomych jednoznacznie przyczyn) wziąć do siebie nie chciała, lub nie mogła. Powstańcy bez wsparcia zewnętrznego musieli przegrać, choćby z tej przyczyny, że oni do Niemców mogli strzelać zasadniczo z karabinów, a ci prażyli do naszych zasadniczo z ciężkiej artylerii i zarzucali bombami ze stukasów.

Z takiego sposobu prowadzenia walki pochodził rachunek strat bezpowrotnych. W walkach z Niemcami (i ich sojusznikami) zginęło ok. 10-15 tys. powstańców (i od 120 do 250 tys. cywili). Powszechny jest pogląd, że w walkach zginęło od 15 do 17 tys. Niemców (i ich sojuszników). To tyle mniej więcej, ile w tym czasie wynosił pełny skład dywizji piechoty Wehrmachtu, albo nieco wcześniej Wojska Polskiego. 17 tys. Niemców zginęło od 1 września do 4 października 1939 r. podczas walk z prawie milionowym Wojskiem Polskim wyposażonym m.in. w 300 lekkich czołgów 7TP. Dla porównania powstańcy mieli dwie zdobyczne pantery i parę samochodów pancernych. Czy możliwe jest, że siły zbrojne mające zdolność ogniową kilku batalionów piechoty, nie dysponujące ani lotnictwem, ani ciężką artylerią, ani bronią pancerną, mogły zdać takie straty Niemcom, jakie w 1939 r. zdało Wojsko Polskie? Nie: straty bezpowrotne Niemców w PW wyniosły maksymalnie 1,5 tys. ludzi. Ranni po miesiącu wracali już na front.

Kto skorzystał na PW? Przede wszystkim Stalin. Pozbył się ostatniego ośrodka rządu londyńskiego (czytaj: antykomunistycznego) rękami Niemców, pokazał światu, że Polacy, ci z Londynu, to durnie, bo się rzucają z motyką na słońce. Skorzystali także i Niemcy, bo o kilka miesięcy opóźnili marsz Armii Czerwonej w kierunku Berlina. Tezy o tym, że to wina powstańców są bezpodstawne, bo gdyby Festung Warschau walczył, to efekt byłby podobny, tylko straty po stronie Niemców byłby wyższe. To są strony, które bezspornie skorzystały na PW, choć racja historii i odwaga polskiego żołnierza były po naszej stronie...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Odpady zamiast węgla. NFOŚiGW wskazuje na potencjał spalarni w transformacji ciepłownictwa

Instalacje termicznego przekształcania odpadów powinny rozwijać się w Polsce do łącznej przepustowości około 4 mln ton rocznie – ocenił zastępca prezesa NFOŚiGW Paweł Augustyn. Według Funduszu mogłoby to ograniczyć zużycie węgla o blisko 2 mln ton i wesprzeć dekarbonizację ciepłownictwa.

PLK zakończyły testy łączności GSM-R na CMK. Droga do 250 km/h coraz bliżej

PKP Polskie Linie Kolejowe zakończyły testy cyfrowej łączności GSM-R na Centralnej Magistrali Kolejowej - podała spółka. Łączność ta umożliwia stosowanie systemu bezpieczeństwa ETCS (systemu zarządzania ruchem pociągów) poziomu 2. Celem jest zwiększenie prędkości eksploatacyjnej na CMK do 250 km/h.

Znamy najlepszą przestrzeń publiczną województwa śląskiego

Przystań żeglarska przy jeziorze Paprocany w Tychach zdobyła I Nagrodę Marszałka Województwa Śląskiego w XXVII edycji konkursu „Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego”. Nagrody wręczono 23 października w Muzeum Śląskim w Katowicach.

PKP Cargo nie zawnioskuje do KNF o emisję akcji, która miała podwyższyć kapitał zakładowy

PKP Cargo odstąpiło od złożenia do KNF wniosku o zatwierdzenie emisji akcji serii N, która miała podwyższyć kapitał zakładowy spółki - podało w piątek PKP Cargo. W ocenie zarządcy masy sanacyjnej złożenie prospektu opartego na założeniach, które są obecnie analizowane, nie byłoby uzasadnione.