Górniku, chcesz pracować w kopalni w Czechach, to szykuj sobie miejsce w hotelu

fot: Maciej Dorosiński

Działania kontrolne, o których mowa będą prowadzone w określonych dniach i godzinach, w wybranych miejscach na szlakach komunikacyjnych przecinających granicę państwową

fot: Maciej Dorosiński

Polscy górnicy zatrudnieni w czeskich kopalniach należących do spółki OKD z niedowierzaniem przyjęli komunikat władz polskich o konieczności poddawania się kwarantannie po każdorazowym przekroczeniu granicy w drodze z pracy do domu.

- Jedynym rozwiązaniem, które widzimy, to ich zakwaterowanie na miejscu, aż do momentu zakończenia stanu zagrożenia epidemicznego. Problem jednak, gdzie pracodawcy znajdą miejsca, aby zakwaterować tak olbrzymią rzeszę ludzi. Siedzimy i zastanawiamy się, co dalej – przyznaje Leszek Ryskalok, pełnomocnik spółki Polcarbo, świadczącej usługi dla spółki OKD i zatrudniającej polskich górników.

Po dokładnym zliczeniu wszystkich polskich górników pracujących dla OKD, w tym czeskich firm, wygląda na to, że sprawa dotyczyć może nawet 1700 osób.

Na razie na informacje ze strony polskiej nie zareagowało kierownictwo OKD, ale jak podkreślają przedsiębiorcy dostarczający usługi dla tej spółki – nie ma ono żadnego wpływu na ostatnie decyzje.

Wygląda więc na to, że od piątku mogą zacząć się spore absencje wśród pracowników z Polski, a to z kolei grozi paraliżem przedsiębiorstwom.

Jedno jest pewne, czasu na podjęcie decyzji nie zostało zbyt wiele. Nowe przepisy wejdą w życie już w piątek. Jeśli ktoś nie ma zamiaru trafić na 14-dniowa kwarantannę, musi już w piątek wziąć urlop lub po prostu zamieszkać po drugiej stronie granicy i tym samym pożegnać się z rodziną na czas nieokreślony.

Przypomnijmy, 25 marca br. rano na stronie Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego ukazał się komunikat w sprawie rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 24 marca br. wprowadzające kolejne ograniczenia w przekraczaniu granicy państwowej. Według dostępnej informacji dotyczyć one będą osób, które mieszkają w Polsce, bądź w kraju sąsiednim, ale pracują na co dzień w drugim kraju i do tej pory przekraczały granicę regularnie.

Dotychczas, w drodze do pracy i z pracy, osoby te mogły przekraczać granicę i nie obejmowano ich 14-dniową kwarantanną. Podstawą do tego były dokumenty potwierdzające zatrudnienie po drugiej stronie granicy. Począwszy od 27 marca 2020 r. (piątek,godz. 00:00) 14-dniową obowiązkową kwarantanną objęte będą również osoby przekraczające granicę, na co dzień zatrudnione w państwie sąsiednim.

W myśl nowego rozporządzenia pracownik powracający z dniówki w czeskiej kopalni byłby kierowany obowiązkowo na 14-dniową kwarantannę, a zatem dopiero po upływie dwóch tygodni mógłby ponownie zgłosić się do pracy. Nikt jednak nie da mu gwarancji, że po upływie tego okresu i ponownym podjęciu pracy nie zostanie on ponownie skierowany na kolejną kwarantannę, ponieważ kolejny raz przekroczy granicę z Czech do Polski.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.

Z Wełnowca na koniec świata. Jak chłopak ze Śląska zarządza gigantyczną kopalnią na pustyni Atakama

Mateusz Moskwa pochodzi z Katowic, wykształcenie zdobywał na krakowskiej AGH, a dziś odpowiada za kluczowe operacje w jednej z największych kopalni miedzi na świecie, należącej do KGHM