Logowanie do konta użytkownika
Konto użytkownika
Imię i nazwisko/nick
E-mail
Hasło
Powtórz hasło
Newsletter
REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x100 | ROTAC./NIEROTAC. STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
NAJNOWSZE GALERIE
Tak w Halembie minimalizują ryzyko zakażenia koronawirusem
8 kwietnia 2020
Koronawirus: Politechnika Śląska drukuje przyłbice dla lekarzy
27 marca 2020
Mierzenia nie uniknie nikt. To konieczność!
12 marca 2020
Najlepszy wśród amatorów
12 marca 2020
ZUS uruchomił specjalne linie tematyczne w sprawie koronawirusa
11 marca 2020
REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA370x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 900x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - TOP]
29 maja 2014 Trybuna Górnicza autor: Jerzy Chromik

Moja przygoda z górnictwem

fot: Jarosław Galusek/ARC

Pławię się w wolności emeryta. Na czym polega ów komfort? Oto naczelny zamawia - tak przynajmniej zrozumiałem obstalunek niedawnego pryncypała - osobistą retrospekcję matuzalema Trybuny Górniczej, jak zmieniało się pismo wraz z ewoluującym górnictwem. O fascynacji górnictwem, owszem, będzie, ale w części dużo wcześniejszej, zanim jeszcze powstał tygodnik. Cóż, redaktor albo zakwalifikuje do druku, albo skieruje do archiwum (czytaj: do kosza).
Na górnictwo skazał mnie bodaj los(?). Jest koniec czwartego roku studiów, semestr do dyplomu, i oto kierownik Zakładu Dziennikarstwa w Uniwersytecie Śląskim zaskakuje ofertą, że Wodzisław Śląski przymierza się do wydawania własnej gazety i zaprasza młodych dziennikarzy. Akuszerem pisma był, oczywiście, tamtejszy Komitet Miejski słusznej partii, wydawcami - cztery kopalnie: Anna, 1 Maja, Marcel i Rydułtowy. Ciekawość przygody, a też myśl o zawodowym starcie bez przebijania się przez układy w starych katowickich tytułach, były silne, toteż - ku zgryzocie personalnego w kopalni, który nie mógł pojąć, dlaczego młody człowiek odrzuca atrakcyjną finansowo posadę przodowego pod ziemią, upierając się przy nie istniejącym w jego taryfikatorze zajęciu dziennikarskiego stażysty - zostałem... pracownikiem Anny.

Na bodaj trzy miesiące stanąłem "na wulcu" - przeżycie samo w sobie, szczególnie w dzień wypłaty, warte odrębnego opowiadania - a następnie w kwaterze na Pszowskich Dołach opodal kopalni, wynajmowanej u emerytowanego kombajnisty Anny. Nad wieżą szybową górowała inna, pszowskiego kościoła, gdzie - to jeszcze jeden osobisty wątek - do Matki Bożej Uśmiechniętej pielgrzymowała w odpusty moja bogobojna babcia. Gospodarz z żoną byli niesłychanie poczciwymi, życzliwymi ludźmi. Dla mnie, młodego naówczas człowieka ze Śląska Cieszyńskiego - ściślej: z tzw. żabiego kraju między Jasienicą a Strumieniem - pan Roman był pierwszym nauczycielem górnictwa, ba, szerzej, tego odmiennego, zupełnie nieznanego mi Śląska. Lata harówki w kopalni, na której doszedł do - własnoręcznie zbudowanego po pracy i na urlopach- porządnego domu, a nawet, wtedy jeszcze przedmiotu luksusu, dużego fiata, okupił dwoma zawałami serca i zrujnowanym zdrowiem. Wraz z narastającą zażyłością - tego rodzaj opowieści na ogół płynęły już tylko przy wódeczce - zagłębialiśmy się w trudniejsze rejony pogmatwanych śląskich losów. Było w tych opowiadaniach i fedrowanie - po rutynowej szychcie i bez zrzuconego znaczka - na odbudowę Warszawy, był entuzjazm młodego zetempowca, płynący nie tyle z nowej wiary, co raczej z nadziei dziecka - dziś elegancko nazwalibyśmy je ze środowiska ludzi wykluczonych - na lepszą przyszłość.
Byłbym, oczywiście, dupą nie reporterem, gdybym stronił od zjazdu na dół. To szczególne przeżycie, po którym pióro staje się wyraźnie cięższe. Po raz pierwszy - za przyzwoleniem dyrektora Henryka Szymiczka - zdarzyło się to w kopalni Rydułtowy. To tam poczułem breję pod nogami, to tam łapczywie łapałem ustami stęchłe powietrze w chodniku nadścianowym, to tam jeszcze długo po wyjeździe spluwałem pyłem węglowym, to tam po raz pierwszy widziałem ścianę prowadzoną w technice strugowej. Ale ten zjazd był jeszcze jedną lekcją górnictwa i Śląska. Baczenie miał na mnie behapowiec, wielkie zwaliste chłopisko. Już na nadszybiu zainteresowała mnie taka oto wymiana zdań dwójki kolegów.
- Gdzie dziś idziesz?
- Na Stalingrad.
Na dole, w drodze do ściany - mój zasapany opiekun uznał, że trzeba chwilę dychnąć - przysiedliśmy na kulokach. Długo opierał się z wyjaśnieniem, o co chodziło z tym Stalingradem. Dopiero przyciśnięty reporterską namolnością wytłumaczył, że chłop szedł na oddział w silnie tąpiącym pokładzie. W czasie wojny praca w tym rejonie sprowadzała się dla młodego człowieka do alternatywy: albo tu, albo z Wehrmachtem na front wschodni. Prawdopodobieństwo przeżycia było, ponoć, zbliżone. Ale na kuloku odbyłem też inną, ważną lekcję dobrych obyczajów.
- Wiecie, towarzyszu redaktorze (nie wiem czemu mój opiekun z uporem tak właśnie mnie tytułował), tu na dole jest troszeczkę inaczej, niż na górze. Jeszcze trzykrotnie powtórzył tę figurę retoryczną, zanim doszedł do sedna.
- Tu na dole, spotykając górnika, pozdrawiamy się Szczęść Boże - wydusił w końcu.
Odtąd, na widok górniczej lampy w chodniku, przykładnie chwaliłem Boga. I tak mi zostało, nawet w sosnowieckiej kopalni Kazimierz-Juliusz.
Kolejną lekcję pogmatwanych śląskich losów odebrałem od babinki w Radlinie - matki pięciu synów, pracujących w kopalni Marcel. Naówczas już trójka synów-górników była przyczynkiem do szczególnych honorów w Barbórkę. Także mojej rozmówczyni coś tam zawieszono na klapie kostiumu, ale dopiero w przypływie szczerości wyznała, iż przed laty została zmuszona do zmiany ich imion. Zmuszona, bo Jorg nie mógł być Jorgiem, Ginter Ginterem, Johann Johannem, itd. Cóż, pal diabli papier, bo dla niej Ginter zawsze pozostawał w domu tym samym Ginterem.

Ten fragment retrospekcji pochodzi z czasów, kiedy w górnictwie fetyszem była tona, i nikt nie oglądał się specjalnie na rachunek. Nie było ton, górnik zostawał po szychcie i robił rolkę, nie było ton, dyrektor - komitet w każdej chwili mógł mu cofnąć tzw. rekomendację - kazał zwozić zawartość dziewiętnastowiecznej hałdy na zakład przeróbczy i sypać do wagonów. Były tony - w Barbórkę godzinami przypinano blaszki i wartościowsze już chlebowe ordery do mundurów setkom górników, karnie stojących w ordynku w wypełnionych po brzegi halach sportowych. Wydawało się, że cały ten świat runął wraz z wybuchem Solidarności. Przyznaję, idąc na pierwszy ze strajków w kopalni, byłem bardzo skonfudowany. Wreszcie, nazwijmy rzecz po imieniu: zwyczajnie wystraszony. Nastało nieznane. Ale jak było nie iść, choć zrazu jeszcze bez rachuby, że cokolwiek zostanie opublikowane. Dwa epizody szczególnie zagwoździły mi się w głowie z tamtego okresu. Pierwszy: w kopalniach strajki, ważny sekretarz w komitecie, nieogolony, z przekrwionymi ze zmęczenia oczyma. Przedtem tak maluczki pismak jak ja musiał zabiegać u niego o chwilę audiencji i łaskawe słowo. I oto, pod presją nowych wydarzeń, ten sam człowiek, zupełnie zagubiony, wymachuje przede mną mocno już nieświeżą, wczorajszą kanapką i zupełnie zdezorientowany po ludzku pyta: - Jurek, czego oni, kurwa, ode mnie chcą? Epizod drugi: w kopalni Rydułtowy, z estrady zbitej z nieheblowanych desek, przemawia do górników Jacek Kuroń. W komitecie zakładowym, schowany za firanką sekretarz, tęsknie spogląda w niebo, licząc, że lunie deszcz i rozgoni zgromadzenie. Takie czasy.
Można się zresztą zastanawiać, czy górnictwo kiedykolwiek było normalne, podporządkowane jedynie regułom biznesu, ekonomii i wartościom pracy. Przyglądając się tej branży przez grubo ponad trzydzieści lat - w tym najdłużej właśnie w roli dziennikarza "zielonej" Trybuny - zastanawiam się także, czy jej największym przekleństwem nie jest aby to, że upodobali ją sobie rozmaitych barw polityczni macherzy. W organizacyjnym i personalnym kontredansie samodzielne kopalnie lokowano w gwarectwach, spółkach, konsolidowano w wielkie molochy, itd. Od kanonizowania tony przyszło do kanonizowania rachunku. Nie zawsze z powodzeniem. Doskonale pamiętam więc okres, kiedy górnictwo nikomu nie płaciło za nic, koloryt postępowań układowych, pogrążających wielu drobniejszych zwłaszcza wierzycieli. I jedną z konferencji prasowych, na której po raz pierwszy usłyszałem o nieznanej mi przedtem kategorii ekonomicznej "zero plus": że niby jeszcze jest kiepsko, ale lada chwila wybijemy się na wynik dodatni. Najważniejszą zaś wiadomością w jej trakcie było notabene to, że w nowej siedzibie spółki nie ma - jak niosła wieść gminna - włoskich marmurów i złotych klamek.

Pierwsza fala restrukturyzacji z czasów rządu Jerzego Buzka przyniosła niespotykaną przedtem skalę likwidacji kopalń z wyszturchiwaniem ludzi, wywianowanych w imponujące, jak się wówczas wydawało, odprawy. Dziennikarski ludek - pamiętam - zachwycił się wtedy górnikiem, który zainwestował ten pieniądz w auto oraz kowalski majdan, i doskonale urządził się na obwoźnym podkuwaniu koni w stadninach i szkółkach jeździeckich. W tym samym czasie personalny w kopalni Czeczott zabrał mnie do baru opodal zakładowej bramy, gdzie nad napełnionym w jednej trzeciej kuflem drzemał inny beneficjent odprawy, który pozostawił ją w tym przybytku, zaciągając już u byłych kolegów pożyczki na paczkę papierosów. Trudno się więc dziwić związkowej obsesji na punkcie ochrony miejsc pracy. Dynamiczne jednostki zawsze jakoś sobie radzą, acz nie każdy jest stworzony do uprawiania biznesu na własną rękę.
Jest też, oczywiście, nowe, robiące wrażenie górnictwo, które dla mnie uosabiał 24-letni strugowy w Bogdance, z naszpikowanego elektroniką wozu aparaturowego operujący sprzętem wartym 40 mln euro. W tym samym czasie zdarzyło mi się słuchać w zabrzańskiej kopalni Guido szumnie zwanej oksfordzkiej debaty niewiele starszych licealistów ze śląskich szkół, w której niektórym górnik kojarzył się z kretem, albo rylem. W mniej obciachowym wariancie - z ojcem, lub ciepłym domem.

Dość tej retrospekcji, bo już słyszę redaktorskie zgrzytanie zębów na objętość tekstu, a też - wybacz redaktorze - jego język. Skąd ja to znam! Ale o jednym nie mogę jeszcze nie napomknąć: o wielkich górniczych dramatach. W roli reportera przeżywałem - to bodaj najwłaściwsze słowo - ich przez te kilkadziesiąt lat kilka, w tym ostatni w kopalni Śląsk. I jakkolwiek zazwyczaj dopiero po tygodniach, bądź nawet miesiącach ukazywały się mądre raporty, ujawniające wołające nieraz o pomstę do nieba zaniedbania, to jedno było w takich momentach niezmienne: łzy bliskich ofiar, a też determinacja i górnicza solidarność ludzi, śpieszących z pomocą poszkodowanym. O górnictwie ciepło więc myślę w tym zwłaszcza sensie, że spotkałem w nim trudną do zliczenia grupę fascynujących ludzi. O rozmaitego autoramentu tandeciarzach na ogół szybko się zapomina.

Strona 1 z 0
REKLAMA 900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM]
REKLAMA 900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM1]
REKLAMA 900x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM1]
Komentarze (0) pokaż wszystkie
  • LHMBO
    user

REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
CZĘSTO CZYTANE
Budryk - kopalnia, której nie oddam
5 kwietnia 2020
12051
Koronawirus w śląskiej kopalni
5 kwietnia 2020
9969
Drugi przypadek koronawirusa w śląskiej kopalni
9 kwietnia 2020
6475
E-learning dla górnika
4 kwietnia 2020
5528
Zalecenia dla kopalń na czas epidemii
9 kwietnia 2020
4012
Wiemy, co dzieje się dalej z Bolter Minerem
7 kwietnia 2020
3735
Poligon doświadczalny w Marcelu
5 kwietnia 2020
3330
REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 1600x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA1600x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - UNDER]
Twoje urządzenie:
Partnerzy portalu